grudnia 29, 2009

Bulboniasty

Bardzo lubię piec ciasta na drożdżach. Nawet bardziej lubię je piec niż jeść. Robienie rozczynu, zagniatanie, wyrastanie, to dla mnie trochę magiczne czynności, momenty. Czasem niecierpliwie zaglądam pod ściereczkę, paluchem głaszczę, żeby ładnie rosło. Czasem zapominam i po dłuższym czasie lecę do kuchni, żeby zastać w niej ciastowego potwora co sam gramoli się z miski na świat.

Uwielbiam jeszcze ten bardzo przyjemny zapach ciasta drożdżowego przed i w trakcie pieczenia. Jak by miał kto jeść, to mogłabym codziennie nowe zagniatać i piec. Lubię drożdże, a drożdże lubią mnie.

Dziś - Bulboniasty, czyli:

Spiced bubble bread, przepis z blogu Moje Wypieki.

Trudno powiedzieć, czy to ciasto, czy bułka, w każdym razie doskonale nadaje się na niedzielne śniadanie, albo zimową kolację, ze szklanką mleka, albo kakao. No i forma kuleczek w chrupiącej słodkiej skorupce, które można odrywać - niestety bardzo kusząca i zgubna. Całość zniknęła u nas jednego dnia. Warto spróbować, przepis cytuję za Dorotus:

Składniki na 1 chlebek:

  • 500 g mąki pszennej chlebowej
  • 2 łyżki miękkiego masła
  • 4 łyżki mleka w proszku
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1¼ łyżeczki suchych drożdży (5 g) lub 10 g drożdży świeżych
  • 300 ml wody
Nie miałam mleka w proszku, więc zamiast wody dodałam mleka zwykłego. Drożdże wykorzystałam suszone.

Na posypkę

  • 70 g cukru
  • 1½ łyżeczki cynamonu
  • ½ łyżeczki gałki muszkatołowej
Zamiast gałki, dodałam przyprawy do piernika.

Do naczynia przesiać mąkę, dodać masło i rozetrzeć w rękach, aż całość będzie przypominała kruszonkę. Wsypać mleko w proszku, sól, łyżeczkę cukru, drożdże. Stopniowo wlewać letnią wodę i wyrobić ciasto.

Ciasto wyrabiać na lekko oprószonej mąką powierzchni, powinno powstać gładkie i elastyczne. Odłożyć w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (około 1 h).

Ciasto wyjąć z naczynia, krótko zagnieść i podzielić na 30 równych części, z których uformować kulki.

W międzyczasie wszystkie składniki na posypkę wymieszać, przygotować formę - tortownicę o średnicy 20 cm. Uformowane kulki obtaczać w posypce i układać w formie. 14 kulek kładziemy na dno, w równych odstępach, a pozostałe tworząc na nich drugi poziom, w ten sposób, jak układa się cegły (czyli w przerwach kulek dolnych kładziemy górne). Przykryć folią i pozostawić do napuszenia na 30 minut, w ciepłym miejscu (ciasto może wyrosnąć do brzegów formy.

Piec około 35 minut w temperaturze 200ºC, po 15 minutach przykrywając folią aluminiową, by się zbyt mocno nie przypiekł. Studzić na kratce, posypać pozostałym cukrem, można podawać ciepły.


P.S. Żeby nie było wątpliwości, Bulboniastego upiekłam jakiś czas temu. I wtedy zrobiłam zdjęcie.Od 17 grudnia wciąż oddaję się przymusowemu lenistwu z nogą w górze i do kuchni nie wchodzę, bo nic nie mogłabym w niej zrobić. No chyba, że o szkodach mowa - tych w obecnej formie narobić bym mogła, nawet bez większego wysiłku. Głównie śpię w dzień, oglądam TVN24, od którego jestem uzależniona i filmy podtykane przez Maleństwo ,i trochę dziubię. Ale nie dużo. Potrzebuję światla dziennego do zdjęć, jak uchwycę - pokażę.

Wizytę u lekarza mam 31 grudnia (tak tak, w Sylwestra) o 9.00 rano. Jak mi zdejmą to niebieskie ustrojstwo, to chyba będę skakać z radości... a może lepiej nie?

grudnia 23, 2009

Candy - pewnie już ostatnie w tym roku :)

Niepodziankowe w Robótkach Katarzynki

Po godzinach, też świątecznie

Jubilejusz ;) w Zaciszu wyśnionym

W kropkach nad i Candy porządkowo-przeprowadzkowe

u Zielonookiej Beti

KosimkArt kolczykowo

Rosalia Art - Ho ho ho - candy drogą szło :)

Pakiet prezentowy w Makowym Polu

Ipsa - proponuje urodzinowe niespodzianki










Niech moc będzie z Wami :)

grudnia 22, 2009

Świnka jest dobra na wszystko!


Opowiadałam już chyba, że świnki są moimi ulubionymi zwierzętami. Co innego mogłam udziergać na marznące pod usztywnieniem paluszki jak nie świnkę? Jeden wieczór, trzy guziki, szydełko, jakaś włóczka (na żywo jest bardziej... różowa) i od razu mi cieplej. I weselej :)


grudnia 20, 2009

Żeby kózka nie skakała...


...to by nóżki nie złamała.

Gdyby kózka spokojniej po domu chodziła, to by nóżki nie skręciła!

Panie i Panowie, apeluję, byście na krzesłach przed komputerem nie siadali zwinięci w supełki, jako ja tak czynię. A jeśli Wam się to zdarzy i nogi zdrętwieją, to nie radzę zrywać się gwałtownie i biec do drzwi, do których właśnie dzwoni jakiś akwizytor, czy inny ankietowicz. Zupełnie przypadkiem można wtedy paść na ziemię (bo zdrętwiała stopa nie trafiła w podłogę) z głośnym chrupnięciem wydobywającym się ze stawu skokowego.

Można w ten sposób załatwić sobie wizytę na Ostrym Dyżurze (pozdrawiam wszystkich pracowników Oddziału Ratunkowego w szpitalu im. Kopernika w Łodzi, z nocy 17/18 grudnia). Gwarantowany też gips na dwa tygodnie (termin zdjęcia: 31/12/2009), oraz seria dwudziestu zastrzyków przeciwzakrzepowych (dla zainteresowanych - aplikuje się je w brzuch).

Od dwóch dni leżę na kanapie, po takiej właśnie przygodzie. Szydełka, i drutow w ostatnich dniach nie małam siły ruszać. Noga jeszcze do wczoraj bolała wściekle, dziś już po prostu boli. Na szczeście mój Mąż ogarnia wszystko dookoła, więc staram się nie myśleć co to ja przed Świętami i na Święta miałam zrobić (zakupy, gotowane, sprzątanie, prezenty...), bo bym się wściekła.

Okazało się, że w obliczu klęski, Maleństwo potrafi upiec ciasto. Wczoraj zaniósł na pracową Wigilię Murzynka, wykonanego własnołapnie. Ja tylko komenderowałam.

Maleństwo rozochocony powodzeniem (Murzynek zniknął pożarty, przez współpracowników) wyraził chęć przy odpowiednim instruktażu...ugotować coś na Święta!

Jestem zachwycone, ponieważ Jego dotychczasowe osiagnięcia kulinarne to:

- sos do spagheti z papierka
- zamówienie pizzy (bardzo smacznej)
- przywiezienie czegoś od Wietnamczyków
- odgrzanie parówek

podobno umie zrobić jeszcze omlet, ale nie widziałam.

No i teraz wiem, że potrafi upiec Murzynka.

Leżę więc sobie, czasem turlam się do komputera, odwiedzam blogi, fora. Ale to też na chwilkę, bo siedzenie mi nie służy.

Uważajcie na siebie.
Na dworze slisko i niebezpiecznie, a w domu... jak się okazuje jeszcze bardziej.




grudnia 13, 2009

Gołe hipopotamy i candy znalezione

Gołe hipopotamy w zalotach

Pierniczki Moi Państwo, pierniczki upiekłam, nazywane idealnymi na forum Galeria Potraw . Naprawdę pyszne. Przepis cytuję z postu założonego przez Fettinię, gospodynię wspaniałego, ciepłego forum Kuchenne Pogaduszki :)

Wzięty z "Nowej książki kucharskiej dla dzieci"
Podam proporcje w oryginale aczkolwiek ja robię większą ilość.

1/4 kubka miodu (sztuczny lub naturalny)
5 łyżek masła
1/2 kubka brązowego cukru
1 jajko
2 1/4 kubka mąki
1 łyżeczka sody
3 łyżeczki mielonego imbiru
2 łyżeczki rodzynek

mieszamy i zagniatamy ciasto :)

Osobiście nie dodałam rodzynek i zamiast imbiru - przyprawę do pierników. Musiałam też dodać jeszcze jedno jajko i trochę więcej masła, bo mój kubek do odmierzania mąki był za duży. Lepsze są takie o pojemności 200 ml. Pierniczki piekłam wczoraj w nocy, dziś ostało się tylko kilka smętnych hipopotamów, nie zdążyłam ich udekorować nawet. Ale pierniczki z tego przepisu na pewno będę piekła jeszcze przed Świętami, może wtedy lepsze zdjęcia uda mi się zrobić. No i może wtedy znajdę jakieś świąteczne foremki, bo póki co, oprócz hipopotamów mam jeszcze kształt wychudzonego słonia.

Candy:

Candy u Jaszki, tzn. "giveaway candy" :) z cudną matrioszką.

Candyzowana Wisienka u PatiS

Poza tym jak zwykle u mnie, mnóstwo rozkopanych robótek i coraz mniej czasu na nie, czyli - wszystko po staremu.

listopada 29, 2009

Szalik Maleństwa & i Mr. Frog's scarf

Znana Wam już żaba, ze zwykłej żaby awansowała na Mr Froga, pomocnika mojego męża. Zabiera go ze sobą do pracy i korzysta z niego w czasie lekcji. Nie wiem dokładnie na czym to polega i boję się pytać ;)

Czuje się z nim niewątpliwie bardzo związany, bo w kolejkę robótkową, musiałam na jego prośbę wepchnąć szalik dla żaby, koniecznie taki sam jak mężowski.

Szczegóły na zdjęciu. Na dole szalik Maleństwa, na górze Mr Frog odziany w swój osobisty...scarf.

listopada 27, 2009

Dawno, dawno temu... Moje ulubione modele

Marzy mi się taki, tylko z inna górą (mógłby być golf) i w jakimś innym kolorze, bo rudości zupełnie nie dla mnie.. Model z roku 1997 lub 1998 (z tyłu jest mowa o premierze "Anny Kareniny")


Taki to nawet podobny mam. Robiła Mama Przyjacióły.



Chyba 1999. Dziesięć lat, ale nawet stylizacja się nie zestarzała :)


To moje ulubione modele ze zgromadzonych z Twojego Stylu. Obiecuję solennie, że... kiedyś je zrobię :)

listopada 21, 2009

Dawno, dawno temu...porcja trzecia

1997 lub 1998, bo na drugiej stronie coś o przyszłości i Roku Tygrysa piszą.


Maj 1998 lub1999, na drugiej stronie Fridę Kahlo nazywaja odkryciem mody 1998.
To z zamiarem zrobienia tego topu kupiłam Kalinkę granatową, która czekała na swoje przeznaczenie około 8 - 9 lat. Teraz skończy razem z czarną Zorzą wpleciona w komin.


1995 lub 1996, na drugiej stronie mowa o nowościach paryskich pokazów jesień-zima '96.

Zostało mi tych kartek jeszcze kilka w najbliższym czasie pokażę Wam modele ulubione, oczywiście nie zrobiłam żadnego z nich, ale może kiedyś...

Z robótkowym pozdrowieniem: Darz Drut!

:)

listopada 15, 2009

W co by tu ręce włożyć?

Priorytet priorytetów, to szalik dla Maleństwa (to niebiesko-czarne), który rośnie rośnie i urosnąć nie może (mowa w dalszym ciągu o szaliku, nie o mężu mym, który już urósł w życiu wystarczająco).

No i czapka do kompletu (ta jest jeszcze zupełnie w kłębku)

Śliwkowa cieniowana, włóczka od Secret Pala sprzed roku. Czekała, bo jest tak piękna, ze bałam się ją zepsuć, docelowo ma się stać szyjogrzejem i czapeczką, ale obrazu ostatecznego brak. Obok fioletowa cieniowana od mojego ostatniego Secret Pala - też się boje zepsuć, bo cudna i ręcznie malowana to tego.

Czarny zewłok z czarnego Kashmiru, to próbka prostego szala ażurowego wg. przepisu Dagny. Wierzyć mi się nie chce, że te piękne ażurowe szale, które oglądam na Waszych blogach, też tak pokracznie wyglądały w fazie prenatalnej, więc pracę nad nim zawiesiłam.

Morski kłębek, to 1/5 moich zapasów Czterdziestki w tym kolorze. Na razie do podziwiania, co z tego będzie - nie mam pojęcia. Miał byc komin, ale może będzie golf?

Czarne fragmenty pod spodem, to resztki Zorzy. Komin będzie chyba z niej, żeby nie było smutno połączę ją z granatową Kalinką, którą kupiłam... jeszcze na studiach (czyli jakieś 8 lat temu?) żeby zrobić Księżycowy Topik z Twojego Stylu (skan już wkrótce ).

Pod spodem w gustownych reklamówkach znajdują się między innymi elementy królików w różnym stadium rozwoju...

...i co ja mam teraz zrobić?

Wy też tak macie?

listopada 13, 2009

Dawno, dawno temu c.d.

Ta srebrnoszara sukienka od lat mnie zachwyca. Może kiedyś... :)



Jeszcze kilka opisów modeli Twójstylowych ;) Chyba z okolic 97/98 roku.

Na deser zostawię opis sweterka z warkoczami na rękawach, z 1992 roku. Mam całą gazetę, numer październikowy. W środku jeż też wkładka z wykrojem spodni z podwyższona talią, dokładnie takich, jakie były bardzo modne w ubiegłym roku. (Czy wciąż są modne, tego nie wiem, bo faszionistka ze mnie żadna, choć mąż czasem nazywa mnie szafiarą ;) )

listopada 12, 2009

Dawno, dawno temu...


To wszystko to chyba koniec lat dziewięćdziesiątych, może nawet rok 2000? Nie jestem w stanie tego odtworzyć.
Czyli kiedy jeszcze chodziłam do liceum, lubiłam przekopywać stare egzemplarze Twojego Stylu w poszukiwaniu ciekawostek. Ciekawostkami były niewątpliwie strony z modelami do wykonania na drutach. Ja te kartki wyrywałam i wkładałam do segregatora "na zaś". Trochę później, na studiach znajdowałam w antykwariacie jakieś pojedyncze egzemplarze i... znów chomikowałam opisy. Wydawało mi się, że jak z Twojego Stylu, to taka klasa sama w sobie. Szyk i szał :)

Teraz nabierają wartości antykwarycznej, tu i ówdzie pożółkłe, nadgryzione zębem czasu i koszatniczki...

Podzielę się z Wami. Może ktoś zrobi? Toż to prawie vintage ;). Póki co trzy modele, mam jeszcze kilka w zanadrzu.

listopada 11, 2009

Serduszkowy wpis



Serduszkowo jest w Uroczysku. I na przednarodzinowym przyjęciu niespodziance.
Serduszkowo u Kamilki, bo bije w niej małe serduszko.
Serduszkowo u mnie, bo z tej okazji mogłam jej podarować Serduszkowe Serduszko.

października 31, 2009

Bułeczki atakują





Tytuł wieloznaczny, bo atakują ze zdjęcia (jak się je powiększy, to wchodzą na człowieka) i atakują swoją pysznością moją figurę (no co, koło to też figura ;))

Przepis z bloga Dorotus

Za nią cytuję:

Składniki na 12 - 16 bułek:

  • 1 szklanka letniego mleka
  • 110 g miękkiego masła
  • 1/4 szklanki cukru (tu według mnie zdecydowanie za dużo, zmniejszyłam do 2 łyżek)
  • 2 jajka, roztrzepane
  • 3/4 łyżeczki soli
  • 4 szklanki mąki pszennej (część mąki można zastąpić mąką razową lub żytnią)
  • 3 łyżeczki suchych drożdży (12 g) lub 24 g świeżych

Ponadto: jajko roztrzepane z 1 łyżka mleka do posmarowania.

Mikserem z przystawką do ciasta drożdżowego wymieszać wszystkie składniki w podanej kolejności, przez kilka minut. Można oczywiście ciasto wyrobić ręcznie (w przypadku drożdży świeżych zrobić wcześniej rozczyn, suche natomiast wymieszać z mąką). Po dokładnym wyrobieniu pozostawić pod przykryciem, w ciepłym miejscu, do podwojenia objętości.

Po tym czasie ciasto podzielić na 12 - 16 części (w zależności od tego, jak duże chcemy bułeczki; ja podzieliłam na 16 części). Bułeczki wyłożyć na blaszkę, pozostawiając między nimi około 1 cm odstęp. Przykryć, pozostawić do wyrośnięcia, do podwojenia objętości, na około 45 minut, aż się zetkną.


Wyrabiałam ręcznie. Są... pyszne, wspaniale maślane, delikatne, ale nie za bardzo "nadmuchane".
Ponieważ piekłam zwykle je wieczorami, wiem, że na drugi dzień rano smakują równie dobrze. Jak smakują na drugi dzień wieczorem nie wiem, bo nigdy nie dotrwały. Planowałam używać ich do kanapek, ale nie dało rady. smakują nam bardzo same..., no może z kubkiem kakao. Idealne, na leniwy zagrzebany pod kocem weekend z książką, robótką, czy telewizorem.


A w ogóle to żyję, tylko zalatana jestem :)

października 11, 2009

Na specjalne życzenie Maleństwa


Pewna żaba

Była słaba
Więc przychodzi do doktora
I powiada, że jest chora.

Doktor włożył okulary,
Bo już był cokolwiek stary,
Potem ją dokładnie zbadał,
No, i wreszcie tak powiada:

"Pani zanadto się poci,
Niech pani unika wilgoci,
Niech pani się czasem nie kąpie,
Niech pani nie siada przy pompie,
Niech pani deszczu unika,
Niech pani nie pływa w strumykach,
Niech pani wody nie pija,
Niech pani kałuże omija,
Niech pani nie myje się z rana,
Niech pani, pani kochana,
Na siebie chucha i dmucha,
Bo pani musi być sucha!"

Wraca żaba od doktora,
Myśli sobie: "Jestem chora,
A doktora chora słucha,
Mam być sucha - będę sucha!"

Leczyła się żaba, leczyła,
Suszyła się długo, suszyła,
Aż wyschła tak, że po troszku
Została z niej garstka proszku.

A doktor drapie się w ucho:
"Nie uszło jej to na sucho!"

Jan Brzechwa


W któryś weekend:

Maleństwo: Chodź na Piortkowską, może będą... żaby.

Ja: Jakie żaby?

Maleństwo: Nie wiem. Ale chcę żabę. Żabę zrób!


Więc zrobiłam.

października 10, 2009


Im bardziej wieje wiatr,
Bim – bom
Im bardziej wieje wiatr,
Bim – bom
Tym bardziej wieje wiatr
Bim – bom
Do domu wchodzą muszki.

I nie wie zwierz ni człek,
Bim – bom
Choć żyłby cały wiek,
Bim – bom
kiedy tak WIEJE WIATR
Bim – bom
Jak marzną Kotu uszki.


Zima Proszę Państwa idzie, a przynajmniej zimna jesień. Moje głębsze spostrzeżenia na ten temat pozwoliłam sobie umieścić powyżej, parafrazując mruczankę Kubusia Puchatka. Marznące uszy, to moja najgorsza przypadłość. Marzną przez cały rok (latem też), drętwieją i bolą. Coś okropnego.

Zawsze jestem przygotowana - tzn w torbach i kieszeniach noszę chusty, apaszki, szaliczki, berety i czapki rozmaite. Najchętniej już teraz chodziłabym w futrzanej uszatce, ale co będę w takim razie nosić np. w styczniu? Nie chciałam robić za osiedlowego "gupka" - stąd opaska - grubaśna, podwójna "Zorza" i jeszcze nitka cienkiej wełny "Kaszmir".


Pozuje nieznany jeszcze Husky, którego dostałam o siostry ciotecznej w prezencie ślubnym. Reksiowi z łebka spadała.

P.S. Poza tym leczę wstrętnego wirusa, a do tego blogger mi zwariował, konkretnie czcionki.
A jutro jak dobrze pójdzie, pokażę Wam żabę. :D

października 03, 2009

Światowy dzień robienia kartek


Czyli kartkę mam i ja :)


Ale od początku. Dawno dawno temu (jakoś na wiosnę, albo i wcześniej), poznałam Kamilkę. Kamilka wciągnęła mnie do Uroczyska , (które mój mąż nazywa Dziubalnią). Zajęta ślubem, do Uroczyska dotarłam dopiero we wrześniu, ale od razu poczułam się gorąco przyjęta i mile widziana.

Uroczysko to miejsce... nie, Uroczysko, to Wspaniałe Kobiety, które oprócz codziennych działań zapewniających przetrwanie z dziećmi, mężami, chłopakami, pracą i... bez nich, znalazły czas i energię na - no właśnie, na dziubanie ;) scrapy, decoupage... i inne dobra.

I to właśnie Kamilka napisała do mnie ostatnio: Przyjdź, będziemy robić kartki - nawet te, co nigdy nie robiły, papiery, bazę i co tam Ci będzie potrzebne wezmę.

No i wzięła. A do tego wszystkie Dziewczyny wzięły też dużo cierpliwości, bo jako kartkowy świeżak zadawałam co chwilę jakże inteligentne pytanie: Yyyy i co teraz? albo: Kamilka, ciapać? (tzn. "brudzić" tuszem).

W każdym razie kartkę dzielnie zrobiłam - za co Wszystkim dziękuję.



października 01, 2009

Ciapy i coś jeszcze

Zainspirowana zabawą blogową Truscaveczki


...zrobiłam powyższe Ciapy. Rozmiar - na moje oko na jakiegoś drobnego roczniaka. Ponieważ w okolicy nie ma takiego - ciapy w szafie czekają na lepsze czasy.

Razem z nimi przyjdzie w szafie czekać na lokatora kocykowi niemowlęcemu, którego zaczątek też widać na zdjęciach. (żeby go tylko mole nie zjadły ;)) Szydełkuję elementy w drodze do pracy tzn. na przystankach. (szydełkowanie bezpośrednio w drodze skończyłoby się niestety bardzo szybko i bardzo źle dla mnie, współpasażerów i obiektu szydełkowanego).

W rzeczywistości kocyk jest bardziej kremowy niż biały - Czterdziestka (a jakże) w kolorze naturalnym (nazywa się toto na etykietce - surowy) i szydełko nr 4. Ciapy zaś - wersja testowa - podwójny Kotek, wzór z książki Claire Crompton Dziewiarskie ABC

A w ogóle, to bardzo bym się chciała nauczyć robić skarpetki. Znalazłam już parę stron, książek traktujących o, ale jakoś weny jeszcze brak, tylko chęci są.
Jeśli by ktoś z Was znał jakiś sposób robienia gwarantujący powodzenie (czyli uzyskanie przeze mnie w efekcie dziergania SKARPETEK, a nie na przykład gustownej, ocieplanej rury do odkurzacza, czy pokrowca na łopaty helikoptera), to bardzo proszę o kontakt.



I cukierki wygrzebane jeszcze:

PASIAKOWA - i jej stempelki

NADIM - pamiętniki

NIEZAPOMINAJKA - różności różne

ATA - i Kotki i króliki

ZACZAROWANA - czaruje materiałami

w POMYSKOWIE - kocurrrro

PIEKIELNA OWCA - i masa papierów

DEMON CLEANER II - różne ale bardzo słodkie ;)

KACHASKOWO - różowo cukierkowo

CAFE SZYDEŁKO - torebki serwetki...

w SALONIKU MARCI - coś na jesienne smutki

u ASICY - scrapowe przydasie

u KATHARYNKI - różne różności

ANYA ES ogłasza- "Się Panie częstują"

ROBACZEK - chce komuś ofiarować misia wełniaczka

MARZANNA - urodzinowe candy z szalem i innymi niespodziankami

u BARBARY - candy w ciemno

w OBSESJI KASIULKA - tajemnicze candy





września 27, 2009

Trening



To chyba już dyscyplina olimpijska, ja w każdym razie ostro trenuję w Lidlu...

NACIĄGANIE MĘŻA :)


Z ciekawostek dodam jeszcze, że gdy wybrałam druty do warkoczy, lekko zdziwiony szepnął:
Nie bierz ich... są zepsute... Czym doprowadził mnie to takiego ataku śmiechy, że musieliśmy wyjść i skończyło się kupowanie włóczek.

września 26, 2009

Ananasy



Dwa poleciały w świat, Jeden dla mnie. Jak się ogarnę w nowej pracy, to wrócę. Postaram się szybko, bo z szuflad wypełzają bezrękie, beznogie lub bezgłowe stwory wełniane i domagają się natychmiastowej redukcji braków. Dla większego dramatyzmu dodam: AAAaaaaaaaaaaa!


Dopisane: Ponieważ Społeczeństwo domaga się więcej i więcej, przypominam jak wyglądają ananasy :) Teraz na szydełku mam następne, z różowej bawełny.


września 20, 2009

O cieplaczek!

Najlepsze lekarstwo na pierwsze jesienny katar i takie tam...


września 13, 2009

Uśmiech Teściowej


Tak uśmiecha się "teściowa" po wyjęciu z piekarnika.

Tu "teściowa" przygotowana do konsumpcji


Przepis z forum Galeria Potraw, podany przez Edelkę. Z tego wątku skopiowałam równiez rozważania na temat nazwy:

  • Co do nazwy ciasta.... jabłuszka powinny być kwaśne np. szara reneta - ze słodkąmasą cudnie smakują:)).. a kwaśne jabłka pokrojone w "ósemki" czy drobniej sąułożone tak, że patrząc z boku widzimy "kwaśny uśmiech"..... czyżby teściowej?:))))

  • Nazwa ciasta chyba stąd się wzięła , że jest w smaku takie jakieś mdłe i nieszczere...

Cóż. Nie zgadzam się ani z opinią, ze ciasto jest mdłe, ani, że Teściowa nieszczera. Dlatego z przyjemnością i bez uprzedzeń je piekę. Według mnie, to smaczne, podwieczorkowe ciasto. :)



Składniki:

  • 3 szklanki mąki
  • 1 szklanka cukru
  • 2 całe jajka + 1 żółtko u mnie 2 jajka i jedno żółtko
  • 1 margaryna dałam Marynę
  • proszek do pieczenia - 2 łyżeczki
  • 2 budynie (śmietankowe lub waniliowe) dałam waniliowe (z cukrem)
  • 1 litr mleka dałam 3,5 szklanki - na tym mleku gotuje się 2 opakowania budyniu

  • 2 kg jabłek pokrojonych w ósemki dałam niecały kilogram gruszek, 3 spore jabłka i jedną śliwkę, bo mi się sierotka w koszyku ostała

Wykonanie:

Zagnieść wszystkie składniki ciasta. Ciasto podzielić na 2 części.

Ponieważ ciasto wykazywało się dużą lepliwością - wstawiłam je na czas obierania i krojenia owoców i gotowania budyniu - do lodówki.

Jedną część rozwałkować i ułożyć na blasze.

Królestwo temu, komu uda się je rozwałkować. Nie próbowałam nawet. Po prostu rwałam po kawałku i wylepiałam dno blachy.

Na cieście poukładać jabłka a na nie wyłożyć ugotowany gorący budyń. Wszystko przykryć druga częścią rozwałkowanego ciasta.

I znów to wałkowanie. Dla mnie niewykonalne, dlatego w rękach robiłam małe placuszki i układałam jeden obok drugiego na gorącym budyniu. W czasie pieczenia wszystko ładnie urosło i szczelnie wypełniło formę.

Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 50 minut.

Smacznego!

P.S. Mojej Teściowej też smakowało.

września 06, 2009

Spotkanie

Wyszliśmy dziś po południu na spacer. W krzakach pod blokiem czaiło się COŚ.


Nieśmiało wychyliło się zza liści i gałązek...


Królik!


Był pokojowo nastawiony (my też) dał się podrapać pod brodą...


I potarmosić za łapkę...


Nasze spotkanie nie trwało długo, mówił, że ma jeszcze parę spraw do załatwienia w swoim króliczym świecie. Tu - ostatnie spojrzenie w naszym kierunku.



I pokicał przed siebie.


Kicał tak i kicał, aż w końcu całkiem zniknął nam z oczu.

września 02, 2009

Gniotek dla czekoladożerców



Pierwsze dni września, pierwszy dzwonek, nowe lekcje, powrót do szkoły... Te wszystkie rzeczy przyczyniają się do wzrostu poziomu stresu u... nauczycieli. Mając takiego na stanie chciałam mu pomóc wzbogacając jego dietę w magnez - łatwo przyswajalny rzecz jasna ;).

Stanęło na cieście strrrrasznie czekoladowym.

Przepis podała Eeela w gazetowej Galerii Potraw. Cytuję:

Potrzeba następujących składników:

- 15 dkg roztopionego masła

- 1 i 1/4 szklanki cukru

- 3/4 szklanki mąki
- 2 jajka

- 3 łyżki kakao

- łyżeczka esencji waniliowej (taką słabiutką tutaj się dostaje, w Polsce pewnie trzeba używać esencji znacznie oszczędniej)

Masło stopić, jajka utrzeć z cukrem, dodać mąkę, kakao, masło i (ewentualnie)
esencję, utrzeć na gładko. Przygotować formę jak tam chcecie (ja tradycyjnie babram ją w margarynie i mące), wylać ciasto. Tortownica moja ma średnicę ok. 25 cm, a ciasto z tych proporcji wychodzi bardzo płaskie (odrobinę rośnie podczas pieczenia, no ale bez proszku to ile, z 5 milimetrów może, nie więcej).
Piecze
się 25 minut w 175 stopniach przy włączonym termoobiegu.

Polewa również jest nietrudna. Potrzebne do niej są:

- pół kostki masła (12 dkg)

- 3/4 szklanki cukru pudru
- 3 łyżki kakao
- 1/4 szklanki mleka
- 1/3 tabliczki gorzkiej czekolady (70%)


Masło rozpuścić z cukrem, dorzucić kakao i połamaną czekoladę, mleko też dodać,
zanim masa stanie się nazbyt gorąca, i w żadnym wypadku nie dopuścić do wrzenia! Żadnych bąbelków. Gęstość masy można regulować za pomocą ilości mleka i czekolady w tabliczce. Do tego ciasta nie powinna być zbyt gęsta, jako że ciasto ma być nią nasączone.

Z tego właśnie względu pierwszą partię masy wylałam ciepłą, prosto na ciepłe
ciasto. Drugą połowę polewy wylałam, jak już i ciasto, i polewa ostygły. Ponieważ polewa, nawet wystygnięta, była dość płynna, nie wyjmowałam ciasta z formy, ale włożyłam na noc do lodówki tak, jak stało.


Zrobiłam praktycznie dokładnie wg. przepisu, z tym, że nie dodałam esencji waniliowej (bo zapomniałam) i piekłam w długiej wąskiej formie "keksówce". No i oczywiście nie powstrzymałam się, żeby nie spróbować zaraz po upieczeniu. Nie jest to może ciasto wizualnie powalające i zachwycające wysublimowaną konsystencją - dlatego nazwałam je gniotkiem. Jednak dla prawdziwych słodkolubnych czekoladożerców to prawdziwa uczta!


sierpnia 27, 2009

Landrynka - czyli urobek urlopowy




Witojcie! Jużem jest nazad!

Górskie gorące powietrze nie całkiem sprzyjało robótkom, ale udało się. Zaczęłam i skończyłam landrynkę (z podarowanej mi bawełny Supreme, piękny prezent, prawda? :) ).
Pozowałam w biegu, w drodze na basen, ale koniecznie chciałam mieć zdjęcie z krowami w tle, ku mojej rozpaczy gospodarze u których się zatrzymaliśmy nie mieli świnek, a ja świnki uwielbiam. Pozostało mi wiec zadowolić cię krówkami.

Ponieważ moje uwielbienie dla świnek jest można by rzec... wielowymiarowe, ze świnkami obcowałam wieczorami, jedząc na kolację karczek z grilla.

O! Właśnie - dieta. Warto o niej wspomnieć, bo była szczególna. Żywiłam się w miejscu, które ma porażająco niskie ceny i pyszne, tłuste swojskie jedzenie!

Uwaga reklama:

KARCZMA POD DĘBEM - w Bukowinie Tatrzańskiej - jedzcie (jedźcie) tylko tam :)

Na szczęście blisko były baseny, na których szalałam co 2 dni. Chyba dzięki temu nie zmieniłam rozmiarów, bo poważnie obawiałam się, czy w drodze powrotnej zmieszczę się do samochodu, czy też trzeba będzie mnie toczyć.

W każdym razie przez ponad tydzień warzywa przyjmowałam jedynie w keczupie (są tam chyba jakieś pomidory, co?), a nabiał w postaci lodów.

A! Bluzeczka landrynkowa idzie do poprawki małej, bo myślałam, że jestem szersza i muszę ją zwęzić nieco. Co uczynię z przyjemnością, w drugą stronę nie było by już tak miło.
:)

sierpnia 13, 2009

Prezenciki dla Ani i Kasi

Ania - wkrótce szczęśliwa żona i gospodyni, dostała ode mnie z tej okazji podkładki pod kubeczki w swoim ulubionym kolorze.



Dla Kasi - dziewczyny brata. Mam nadzieje, że widać, że to aniołek ;)


W grudniu zrobiłam takich aniołków ponad trzydzieści, dla wszystkich dzieciaków w grupie przedszkolnej, rodziców i koleżanek. Śniły mi się po nocach :)

sierpnia 09, 2009

Cukierasy

Wakacyjny wysyp cukierków.

MODELINIAKI
Znacie? Nie, to zajrzyjcie koniecznie. Oprócz świetnych kolczyków, broszek, zawieszek i i wisiorków czekają tam Candy- słodkości :)

MAGALITA

Rozdaje kolczyki

BRISES natomiast - odda coś jakby filcową, iści zakupową torebkę :)

lipca 29, 2009

Każdy inny - wszystkie równe (równie smaczne ;))


Rogaliki krucho - drożdżowe... Na jakąś składkową Wigilii w pracy, jedna z dziewczyn przyniosła takie rogaliki - upieczone przez babcię - mimo dziesiątków atrakcyjnych, smacznych potraw - te zniknęły jako pierwsze. (na szczęście stały blisko mnie ;) ) Każdy zachwycał się nie tylko smakiem, ale też wkładem pracy... komu by się teraz chciało piec... ale jeść to każdy by chciał :)

Mnie się zachciało. Choć do dzisiaj myślałam, że taki specjał jest poza moim zasięgiem - udało się!

Jest blog z którym nie boję się piec :) Z niego przepis na te rogaliki - skopiuję tutaj:

Rogaliki krucho-drożdżowe

przepis z blogu DOROTUS - Moje Wypieki

Składniki:

  • 250 g masła
  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 6 dag drożdży świeżych lub 3 dag drożdży suchych
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 1/4 litra kwaśnej gęstej śmietany (18%)
  • 8 g cukru waniliowego

Nadzienie:

  • dowolna marmolada lub powidła (mi się najlepiej pracuje z twardą marmoladą)

Z 1/3 szklanki śmietany, świeżych drożdży (drożdże suche mieszamy z mąką) i cukru zrobić rozczyn, pozostawić w cieple do wyrośnięcia.

Masło posiekać z mąką i cukrem waniliowym, ciasto powinno przypominać kruszonkę. Dodać wyrośnięty rozczyn, resztę śmietany, zagnieść ciasto. Pozostawić w lodówce na całą noc, przykryte folią.

Kolejnego dnia ciasto wyjąć, wyrobić. Rozwałkować na grubość około 4 mm, wycinać rogaliki (przy pomocy naprawdę dużego talerza wyciąć koło, podzielić je na 8 części, jak pizzę, na każdym trójkącie kłaść łyżeczkę marmolady, zwijać w kierunku wierzchołka trójkąta, formując rogalika). Układać je na wysmarowanej tłuszczem formie lub na papierze do pieczenia.

Piec w temperaturze 190ºC przez 15 - 20 minut, aż rogaliki będą rumiane. Polukrować.

Tak dokładnie zrobiłam... no dobra - niedokładnie, bo trzymałam w lodówce od wczorajszego wieczora - do dzisiaj do około 17 :) Surowe ciasto jest bardzo miłe w dotyku, łatwo się wałkuje i formuje.
Piekłam około 25 minut.

Są naprawdę bardzo smaczne, Trudno poprzestać na zjedzeniu czterech, bo o jednym, to nawet nie mówię! :D

lipca 28, 2009

Pl(r)acuchy - jak kto woli :)


Na załączonym obrazku placuchy z borówkami amerykańskimi i śmietaną - mężowska kolacja. (oczywiście w przypadku mojego męża - on zjadł, nie przygotował :D )

Poniżej przepis na racuchy z jabłkami.

(zaraz tam przepis, napisałam kiedy jabłka wrzucić ;))


proporcje orientacyjne

Do miseczki wlać 3/4 szkl letniego mleka. ( pamiętajcie, letniego, bo jak mleko za ciepłe będzie to Wam drożdże umrą).

Wsypać łyżkę cukru i pół szklanki mąki. W to wkruszyć jakieś 2 dag drożdży (jak macie taką typową kostkę drożdży to odkrawacie z krótszego boku ok 1 cm. Pomiąchać, żeby się rozpuściło, przykryć talerzykiem, odstawić.


Za 15 minut wejść do kuchni, podnieść talerzyk, powiedzieć:
OOOO! Urosło! smile
i dolać tam szklankę mleka i pół szklanki wody (mogą już mieć temp. pokojową), wbić 2 jajka i wsypać jakieś 1,5 szkl. mąki i szczyptę soli. Noo mąki może być trochę mniej. Dać jeszcze łyżkę cukru. Pomiąchać. Zostawić przykryte.

Wrócić za 20 minut, odkryć talerzyk, powiedzieć: OOO! Urosło!
Zamieszać lekko i ma mieć konsystencję śmietany 18% mniej więcej. Jak nie ma , albo uznajemy, że ciasta za mało, to dolewamy mleka i sypiemy po trochu mąki aż do satysfakcji. Ja miącham łyżką i bez problemu wychodzi bez grudek, trzeba tylko sypać do płynnego a nie odwrotnie i rozcierać mieszając po ściankach miski.

Wkrawamy w to niedbale 4 jabłka (obrane)

Smażyć na oleju, na średnim ogniu (rosną w czasie smażenia) więc nie przejmujcie się, że po nałożeniu na patelnię wystają kanty jabłek coście je tak koślawo pokroili wink

Sypać cukrem pudrem smile

Jeść smile

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails