września 02, 2009

Gniotek dla czekoladożerców



Pierwsze dni września, pierwszy dzwonek, nowe lekcje, powrót do szkoły... Te wszystkie rzeczy przyczyniają się do wzrostu poziomu stresu u... nauczycieli. Mając takiego na stanie chciałam mu pomóc wzbogacając jego dietę w magnez - łatwo przyswajalny rzecz jasna ;).

Stanęło na cieście strrrrasznie czekoladowym.

Przepis podała Eeela w gazetowej Galerii Potraw. Cytuję:

Potrzeba następujących składników:

- 15 dkg roztopionego masła

- 1 i 1/4 szklanki cukru

- 3/4 szklanki mąki
- 2 jajka

- 3 łyżki kakao

- łyżeczka esencji waniliowej (taką słabiutką tutaj się dostaje, w Polsce pewnie trzeba używać esencji znacznie oszczędniej)

Masło stopić, jajka utrzeć z cukrem, dodać mąkę, kakao, masło i (ewentualnie)
esencję, utrzeć na gładko. Przygotować formę jak tam chcecie (ja tradycyjnie babram ją w margarynie i mące), wylać ciasto. Tortownica moja ma średnicę ok. 25 cm, a ciasto z tych proporcji wychodzi bardzo płaskie (odrobinę rośnie podczas pieczenia, no ale bez proszku to ile, z 5 milimetrów może, nie więcej).
Piecze
się 25 minut w 175 stopniach przy włączonym termoobiegu.

Polewa również jest nietrudna. Potrzebne do niej są:

- pół kostki masła (12 dkg)

- 3/4 szklanki cukru pudru
- 3 łyżki kakao
- 1/4 szklanki mleka
- 1/3 tabliczki gorzkiej czekolady (70%)


Masło rozpuścić z cukrem, dorzucić kakao i połamaną czekoladę, mleko też dodać,
zanim masa stanie się nazbyt gorąca, i w żadnym wypadku nie dopuścić do wrzenia! Żadnych bąbelków. Gęstość masy można regulować za pomocą ilości mleka i czekolady w tabliczce. Do tego ciasta nie powinna być zbyt gęsta, jako że ciasto ma być nią nasączone.

Z tego właśnie względu pierwszą partię masy wylałam ciepłą, prosto na ciepłe
ciasto. Drugą połowę polewy wylałam, jak już i ciasto, i polewa ostygły. Ponieważ polewa, nawet wystygnięta, była dość płynna, nie wyjmowałam ciasta z formy, ale włożyłam na noc do lodówki tak, jak stało.


Zrobiłam praktycznie dokładnie wg. przepisu, z tym, że nie dodałam esencji waniliowej (bo zapomniałam) i piekłam w długiej wąskiej formie "keksówce". No i oczywiście nie powstrzymałam się, żeby nie spróbować zaraz po upieczeniu. Nie jest to może ciasto wizualnie powalające i zachwycające wysublimowaną konsystencją - dlatego nazwałam je gniotkiem. Jednak dla prawdziwych słodkolubnych czekoladożerców to prawdziwa uczta!


6 komentarzy:

bomiel pisze...

Apetycznie wygląda.

Jo-hanah z Wrzosowej Polany pisze...

Oj! Aż się głodna zrobiłam ;)

Ja pisze...

No ja cię proszę :] Ślub mi się wielkimi krokami zbliża, mogłabyś z łaski swojej zaniechać podawania TAKICH przepisów? :P Za 2 tygodnie - proszę bardzo, ale czy wiesz, ile sił kosztuje mnie nie skuszenie się na taki smakołyk? :-)

Karolcia pisze...

kap, kap, kap (przepraszam, zaśliniłam Ci blogaska:DDD)
Buziole:***

kot&malenstwo pisze...

Wczoraj maleństwo zamówił takie znowu - więc piekłam. Wyszło, nieskromnie mówiąc jeszcze lepsze.
Szaja - ten ból doskonale znam :) Będąc na diecie przedślubnej obiecywałam sobie, że po uroczystości tak się objem wszystkiego zabronionego, że zmienię się w KOCILLĘ!

ta Magda pisze...

pyszota - jak tak przeanalizowałam przepis, to znalazłam drobne podobieństwa do "murzynka z polewą"

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails