Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty

września 22, 2012

Gadam, lata,pełen serwis...

Jesienna, ale słoneczna sobota na osiedlowy ryneczek przywiodła rzesze kupujących. Rzesze sprzedających siedziały tam już od świtu. Nie spiesząc się, wędrowałam między mniej i bardziej zorganizowanymi straganikami.  
 - Mleeeko świeże od krowy! Mleeeko!
 - Kapcie wełniane, na zimę cieplutkie!
 - Kuuuury na rosół!

Uwagę mą przykuła Pani, która wyraźnie w marketingu sprzedaży zaszła krok dalej niż pozostali. Owszem nawoływała jak większość, ale...Ha! Siedząc nad wiaderkami pełnymi pomidorów swoje zawołania dopasowywała do potencjalnych odbiorców. Najpierw mijała ją staruszka.

 - Pomidory, pomidory na wątrobę zdrowe, na krążenie!

Kiedy "stoisko" mijała mama z dzieckiem - usłyszała:

 - Pomidorki, bez nawozów dla dziecka idealne!

Nie ma co, wyrobiła się kobieta - z uznaniem patrzyłam na jej kreatywne zabiegi...

 - Pomidory, Pomidory dobre na dietę, dietetyczne!!!

Osz Ty!TO DO MNIE!!!

To chyba był ostateczny motywator, który kazał mi wieczorem założyć buty biegacze, galotki oraz bluzę i wyruszyć na wieczorne marszotruchtanie. I tak już prawie miesiąc, minimum 4-5 razy w tygodniu marszotruchtamy sobie z Maleństwem po Łodzi jednorazowo jakieś 6 (czasem więcej, czasem mniej) kilometrów. Na razie. Do 10 chciałabym dojść (dobiec). 
Plusy: Dużo lepiej śpię
Minusy: Coś mnie w łydce strzyka.

W każdym razie, jest to póki co największy w moim życiu dobrowolny zryw aktywności fizycznej. Kupiłam sobie jeszcze SHAPE z płytą z 40 minutowym programem ćwiczeń Ewy Chodakowskiej. Już raz oglądałam. Zakwasów w udzie dostałam od samego patrzenia więc trochę potrawa zanim się odważę stanąć w geterkach i koszulce przed telewizorem. Za to świetnie mi idzie czytanie forów i stron biegowych.

Na polu działań tekstylnych czy włóczkowych od dłuższego czasu posucha spowodowana brakiem weny. Jedynie na szydełku rączki i nóżki lali dla Ani z którą zawarłam robótkowy układ o wymianie dzieł. Na pewno pokażę cudo jakie dla mnie szykuje!

No to lecę!

lipca 16, 2012

Dzienniczek treningowy

Namarudziłam Squirk, namarudziałm w sklepie, sobie i Maleństwu też marudziłam: Khyyy! Może ONE są za duże!? MOŻE! Ale już za późno albowiem rozpoczęłam khem khem treningi. I chyba nie są. Czas start.

Dzień pierwszy (liczę od posiąścia obuwia)

Dopadła mnie spóźniona żołądkowa zemsta i w nowych butach biegałam jedynie na krótkim odcinku za to szybko i kilka(naście) razy.

Dzień drugi

Osłabiona nieco uskutecznianym poprzedniego dnia "treningiem" wychynęłam z nory jedynie na krótki spacer, aby obuwie treningowe nonszalancko przykurzyć, aby świeżością po oczach nie dawało. Spacer okazał się nawet krótszy niż planowałam bo zawiało, zaciemniło i lunęło. Zdarzenie to uwydatniło poważne braki w moim osprzętowaniu - mianowicie: nie mam KURTKI DO BIEGANIA co w naszym klimacie niemalże wyklucza IMHO obcowanie z tą dyscypliną. ;) (czytaj - zapragnęłam Nike cyclone vapor jacket, bo jest taka słoooodka) Zastanawiam się czy bez kurtki jest sens zaczynać w ogól. Dobra, żartowałam.

Dzień trzeci.

Pół godziny pipczenia krokomierzem i udało mi się go wyzerować oraz ustawić długość kroku. wypipczałąm 51 cm i tak już zostało. Nie wiem czy dobrze, jeszcze nie udało mi się tego jakoś naukowo potwierdzić jaka jest długość kroku przy 160 cm wzrostu. 
Wypełzłam!
3070 energicznych kroków, czyli jakieś 1,5 km.
Na dziś wystarczy.

Dzień czwarty (to dzisiaj)

Przepyszne czeresienki, Szanowna Pani życzy sobie spacerować czy latać? Jeśli Matka Ziemia Szanownej Pani nie starcza - czersienki polecam - od zeżartego  pół kilo - startować można w zawodach balonowych. Tylko chodzi się trochę ciężko. Bieganiem zaś ryzykuje Szanowna Pani, że się obali na wykrocie jakim nierównym i z brzuszkiem czereśni pełnym będzie toczyyyć. To co? Zapakować?

Tak powinna wyglądać rekomendacja sprzedawcy.
Wzięłam 2 kilo.
Zjadłam już połowę.
Pęcznieję, ale oderwać się nie potrafię. Zaraz wychodzę na spacer.

lipca 13, 2012

Imieniny były, czyli Biegnij Kot, biegnij...!

Moje, jakiś czas temu. A jak imieniny czy inne święto ( na przykład  Dzień hydraulika się liczy, albo Dzień warzyw korzeniowych), to czas na uprawianie dyscypliny - Naciąganie Męża. Dyscyplinę tę uprawiam okazjonalnie (ha ha akurat!), częściej jednak niż bywają Igrzyska Olimpijskie. Tak ze sto razy częściej. Skala naciągania różna bywa. A to kefirek, a to kolczyki, książka, niteczki, włóczki, książka o niteczkach i włóczkach, szmatki itp. Na pewno to znacie. 

Od jakiegoś czasu chadzam polatać. Wieczorami. Z muzyką w uszach i ćwiczeniami rozciągającymi na końcu. Jednakże latanie to uprawiam mocno nieregularnie, co ani chybi spowodowane jest sklerozą, bo jak inaczej wytłumaczyć, że tuż przed zaśnięciem, myślą poprzedzająca me pierwsze chrapnięcie jest: Szlag! Miałam se dzisiaj polatać! 

Latanie powyższe jak się już zdarzy uskuteczniam w obuwiu które nie jest od Hilfigera czy Stelli McCartney. Fakt ten nie tylko Hilfiger, czy McCartney są w stanie naocznie stwierdzić, tym bardziej, że buty owe z racji zaawansowanego wieku  pod vintage spokojnie mogą podchodzić. Szczególnego wpływu nie oszukujmy się, na częstotliwość biegania leciwość butów nie ma, ale faktem jest że czasem mnie w prawą stopę skurcz łapie - tylko w nich.
Dodatkowo natchniona przez Brahdelt oraz wsparta planem treningowym i zaleceniami ogólnej natury przez Squirk zapragnęłam nowych butów...


No i już mam. Perwersyjnie paskudne. Wyglądam w nich komicznie - nogi mam jak zapałki w kasztanach (robiliście kiedyś ludziki?), bo Bozia obdarzyła mnie szczupłymi kostkami i ich przyległościami. Ale są wygodne i podobno dobre. Oczywiście jak po większości zakupów wieczór spędzam na rozważaniach, czy aby nie za luźne? Może ta przymierzana 14 z kolei para byłaby lepsza niż faktycznie kupiona 26? Może jeszcze mi się odmieni i jutro pojadę znów sobie poprzymierzać? Jeszcze nie wiem. Póki co czas popracować nad systematycznością. A na swój pierwszy maraton kupię sobie jakieś piękne! Pewnie  nawet od Stelli McCartney ! ;)

P.S. Na zdjęciu pozuje również spódniczka biegowa i trzy pary skarpetek. A właśnie przed chwilą Maleństwo znalazł pedometr. Może mnie zdyscyplinuje.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails