marca 06, 2014
lipca 13, 2012
Imieniny były, czyli Biegnij Kot, biegnij...!
Latanie powyższe jak się już zdarzy uskuteczniam w obuwiu które nie jest od Hilfigera czy Stelli McCartney. Fakt ten nie tylko Hilfiger, czy McCartney są w stanie naocznie stwierdzić, tym bardziej, że buty owe z racji zaawansowanego wieku pod vintage spokojnie mogą podchodzić. Szczególnego wpływu nie oszukujmy się, na częstotliwość biegania leciwość butów nie ma, ale faktem jest że czasem mnie w prawą stopę skurcz łapie - tylko w nich.
P.S. Na zdjęciu pozuje również spódniczka biegowa i trzy pary skarpetek. A właśnie przed chwilą Maleństwo znalazł pedometr. Może mnie zdyscyplinuje.
lutego 28, 2011
Odporności...przybywaj
Kłuje mnie w uszach.
I pod oczami.
Nie lubię wiatru.
Boli mnie noga, na zmianę pogody (pewnie na gorszą).
Katar mam.
Właściwie już przechodzi, bo robi się cieplej.
Jak zrobi się cieplej uaktywni się alergia, bo zapylą topole i leszczyny i brzozy i inne...
aaaaaaaaaaaaaaaaaAAAAAAaa
Jak się zbiorę, to coś pokażę. Ale muszę się zebrać :)
No, to poZDRAWIAM! :)
P.S. Na pomoc mojej odporności nastawiłam do ukiszenia sok z warzyw według przepisu KAROLINY ze ZMYSŁÓW W KUCHNI. Nie wiem jeszcze jak smakuje, ale wygląda wspaniale!
stycznia 15, 2011
Dwanaście lat temu - komunikat
stycznia 02, 2011
Noworocznie
Tayton, która pomogła mi zdobyć wzór na czarną chustę, zaproponowała mi wymiankę - taki Secret Pal, tylko bardziej Pal niż Secret, bo wymieniałyśmy się tylko my dwie :) W Wigilię rano zadzwonił (dwa razy) do moich drzwi listonosz i wręczył mi pakę. (No i tu wyszłam na prosiaka, bo dopełzłam na pocztę z opóźnieniem i przesyłkę ode mnie Tayton dostała dopiero w Sylwestra)
A w pace:
Wykonane przez Tayton bombki obmacała (delikatnie) cała rodzina. Wszyscy zachwyceni. Ja oczywiście najbardziej chyba, bo bardzo cenię sobie takie prezenty. Coś wykonanego własnoręcznie, poświęcony czas, serce i talent dla mnie - wierzę, że mają w sobie dobra energię dla domu. Dlatego zamierzam je przechowywać pieczołowicie i pokazywać wnukom swym :)
Wełna... Cudowna! Magic się z resztą nazywa ;). Tęcza - w moich ulubionych kolorach - głaszczę ją stale i już zaczęłam coś ściubolić. Ba, mam nadzieje, że niebawem skończę. Co chwilę odkładam robótkę, rozprostowuję ją i podziwiam przenikające się kolory :) i herbatka pyszna tam była - bardzo lubię maliny, kartka z i miłe słowa... A czekoladę Małżonek uprowadził i zeżarł.
Zawartość paczki zainspirowała mnie do życzeń noworocznych dla Was.
Życzę Wam:
Miłych znajomości, przyjaźni i niespodzianek. Ciepła (nie tylko wełnianego ;)) kolorowych, tęczowych chwil, słodyczy i słodkości, zdrowia i natchnienia do tworzenia pięknych rzeczy - od serca. Do tego odrobinkę czasu i swobody! Niezwykle miło mi być tu z Wami kolejny rok. :)
Karolina.
kwietnia 10, 2010
PRO SZE ZWONIDŹ JEŹLIKTO HCE PO RADY.
marca 07, 2010
Przedwiośnie - błeee
Zdrowotnie tak sobie, z czasem kiepsko, a jeszcze Miałżonek zafundował mi rozrywkę w postaci modernizacji jednego pokoju, czyli zapełniania regałów odkupionych za zniszczone zalaniem w maju. Odkupiliśmy je chyba w lipcu, a dopiero teraz mieliśmy czas, żeby je skręcić (dobra, zmyślam, mój Brat wygonił nas z pokoju i sam je poskręcał).
Muszę teraz wziąć do łapki każdą karteczkę, książkę, notesik i zeszycik, każdy segregator, pudełeczko i puszeczkę....^$^%&^*&& i ...zdecydować się, które pożegnać, wyrzucić, oddać do antykwariatu lub zostawić. Ogólnie nie jest źle, bo w tym rodzaju pracy szybko widać efekty, ale zanim taki wstrętny chomik jak ja zdecyduje się, żeby wyrzucić na przykład notatki z pierwszego roku studiów, albo pamiątkowy zeszyt z siódmej klasy podstawówki, to naprawdę trochę trwa. Wszystkiego niestety nie mogę zostawić, bo nowy, większy regał może i mamy, ale nowego, większego mieszkania, to niestety raczej nie :)
Choć z drugiej strony przed oczyma duszy mojej widzę ten ład jak u Anthei Turner. Włóczki posegregowane gatunkami i kolorami leżą w pudełeczkach, ukryte, a dostępne. Szydełka rozmiarami od najcieńszego do najgrubszego, pięknie oznaczone w rządku leżą. Koraliki nie biegają po pokoju, a leżą spokojnie w pudełeczkach z milionem przegródek, a ja na fotelu przy pustej ławie (dobra, może stać na niej jeden talerzyk) z odgiętym paluszkiem popijam kawę z filiżanki, przeglądając JEDNĄ gazetkę robótkową i decyduję się na JEDNĄ robótkę. Taaa
No niestety, powyższy akapit proszę zakwalifikować do działy fikcja, a nie literatura faktu. Prawdą jest niestety, że nie jestem Perfekcyjną Panią Domu.
Psychopatyczną Panią Domu - to już prędzej.
Ale pracuję nad sobą, dlatego musze te papierki przejrzeć i oczyścić trolownię.
Z frontu robótkowego: SKOŃCZYŁAM SZAL AŻUROWY!
HA! Ale nie mam kiedy zrobić zdjęcia. Reksio się gdzieś schował. Jak się znajdzie - pokażę.
No i na deser, żeby nie było tak ponuro.
Jedzie do mnie Maryla!
Jako, że Dzień kobiet wkrótce, Miałżonek zaserwował mi Marylę. Marylę Łucznik. I to ona właśnie do mnie jedzie. Odkąd pamiętam chciałam nauczyć się szyć. No dobra, chociaż zszywać. Pełna jestem zapału i nakręcona na szycie poszewek, poduszek, torebek i tildopodobnych stworów. Ciekawe jak mi pójdzie.
Póki co czekam też na NAUKĘ SZYCIA - szkółkę, którą tworzy na swoim blogu BAGLADY.
lutego 25, 2010
Jak nie urok, to przemarsz wojsk
MASAKRA.
Tak, to odpowiednie słowo.
lutego 09, 2010
Założyłam blog olimpijski
stycznia 19, 2010
Wcale nie robótkowo :)
Szałowe Ciapy - w których będę się obawiała chodzić po dworze w trosce o ich kondycję
Czipsiory - Worcesterowe i pełen wypas - ręcznie robione octowe czipsowe wyższe sfery (jeszcze ich nie otworzyłam, czekają do weekendu na odpowiednią oprawę)
I przemiły liścik.
Przesyłka z tego co pamiętam wysłana w piątek, dziś dotarła do mnie. Wiwat Pani Serwusowa, Royal Mail i Poczta Polska!
Przy okazji z Serwusową zastanawiałyśmy się, czy paczka dojdzie.
ja: 14.01.10, 20:16
Mam nadzieję, ze Poczta Polska będzie myślała, ze to czipsy octowe i nie ruszy.
pani.serwusowa: 14.01.10, 21:53
Jak lubisz ocet i chipsy, to Ci zasmakują. Dorzucę do paczki. Mam nadzieje, ze
jakaś Pani Krysia się nie połasi na nie.
I proszę - Pani Serwusowa zadbała o wszystko. Otwierając pudełko natknęłam się na taką
informację:
Dziękuję!
stycznia 04, 2010
Niestety i stety :)
W Sylwestra pojawiłam się w przyszpitalnej poradni ortopedycznej z pewnością, że usztywnienie mi zdejmą mili państwo i będę mogła hasać. Niestety okazało się, że czekają mnie jeszcze 2 tygodnie (lekarz proponował 4 tygodnie, ale się targowałam) z nogą w szynie. W szpitalu spędziliśmy około pięciu godzin, więc na wyjazdową Imprezę Sylwestrową dotarliśmy koło 18 a nie jak planowaliśmy - rano.
Stety :)
Ale i tak (co oczywiste w takim Towarzystwie) spędziliśmy wspaniałe dwa dni. Dzięki Znajomym załapałam się na wszystkie atrakcje. Na ognisko i pokaz fajerwerków dowieźli mnie na sankach (potem na tych sankach zostałam uprowadzona), podczas karaoke z upodobaniem śpiewałam "Bal na Gnojnej" a dokładnie fragment: Ferajna tańczy, ja nie tańczę...
Choć z tym tańcem to tez różnie bywało... Tzn, osobiście nie tańczyłam, ale pojawiła się silna Grupa skacząca w rytm muzyki na lewej nodze, z prawą sztywną i podkurczoną, utrzymująca, że to nowy układ taneczny "na Karolinę" :D
Miałam też okazję oglądać mojego prawie dwumetrowego Męża, który w szale interpretacji ruchowej piosenki: The Final Countdown po symulacji jednoczesnej gry na gitarze i perkusji, śpiewając kładzie się na podłodze na plecach i wierzga wszystkimi kończynami!
Główną atrakcją wyjazdu był Wieczór Noworoczny pod hasłem Gwiazdy Estrady, ale o tym jak dostanę zdjęcia :D
grudnia 29, 2009
Bulboniasty
Bardzo lubię piec ciasta na drożdżach. Nawet bardziej lubię je piec niż jeść. Robienie rozczynu, zagniatanie, wyrastanie, to dla mnie trochę magiczne czynności, momenty. Czasem niecierpliwie zaglądam pod ściereczkę, paluchem głaszczę, żeby ładnie rosło. Czasem zapominam i po dłuższym czasie lecę do kuchni, żeby zastać w niej ciastowego potwora co sam gramoli się z miski na świat.Uwielbiam jeszcze ten bardzo przyjemny zapach ciasta drożdżowego przed i w trakcie pieczenia. Jak by miał kto jeść, to mogłabym codziennie nowe zagniatać i piec. Lubię drożdże, a drożdże lubią mnie.
Dziś - Bulboniasty, czyli:
Spiced bubble bread, przepis z blogu Moje Wypieki.
Składniki na 1 chlebek:
- 500 g mąki pszennej chlebowej
- 2 łyżki miękkiego masła
- 4 łyżki mleka w proszku
- 1 łyżeczka soli
- 1 łyżeczka cukru
- 1¼ łyżeczki suchych drożdży (5 g) lub 10 g drożdży świeżych
- 300 ml wody
Na posypkę
- 70 g cukru
- 1½ łyżeczki cynamonu
- ½ łyżeczki gałki muszkatołowej
Do naczynia przesiać mąkę, dodać masło i rozetrzeć w rękach, aż całość będzie przypominała kruszonkę. Wsypać mleko w proszku, sól, łyżeczkę cukru, drożdże. Stopniowo wlewać letnią wodę i wyrobić ciasto.
Ciasto wyrabiać na lekko oprószonej mąką powierzchni, powinno powstać gładkie i elastyczne. Odłożyć w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (około 1 h).
Ciasto wyjąć z naczynia, krótko zagnieść i podzielić na 30 równych części, z których uformować kulki.
W międzyczasie wszystkie składniki na posypkę wymieszać, przygotować formę - tortownicę o średnicy 20 cm. Uformowane kulki obtaczać w posypce i układać w formie. 14 kulek kładziemy na dno, w równych odstępach, a pozostałe tworząc na nich drugi poziom, w ten sposób, jak układa się cegły (czyli w przerwach kulek dolnych kładziemy górne). Przykryć folią i pozostawić do napuszenia na 30 minut, w ciepłym miejscu (ciasto może wyrosnąć do brzegów formy.
Piec około 35 minut w temperaturze 200ºC, po 15 minutach przykrywając folią aluminiową, by się zbyt mocno nie przypiekł. Studzić na kratce, posypać pozostałym cukrem, można podawać ciepły.grudnia 20, 2009
Żeby kózka nie skakała...
...to by nóżki nie złamała.
Gdyby kózka spokojniej po domu chodziła, to by nóżki nie skręciła!
Panie i Panowie, apeluję, byście na krzesłach przed komputerem nie siadali zwinięci w supełki, jako ja tak czynię. A jeśli Wam się to zdarzy i nogi zdrętwieją, to nie radzę zrywać się gwałtownie i biec do drzwi, do których właśnie dzwoni jakiś akwizytor, czy inny ankietowicz. Zupełnie przypadkiem można wtedy paść na ziemię (bo zdrętwiała stopa nie trafiła w podłogę) z głośnym chrupnięciem wydobywającym się ze stawu skokowego.
Można w ten sposób załatwić sobie wizytę na Ostrym Dyżurze (pozdrawiam wszystkich pracowników Oddziału Ratunkowego w szpitalu im. Kopernika w Łodzi, z nocy 17/18 grudnia). Gwarantowany też gips na dwa tygodnie (termin zdjęcia: 31/12/2009), oraz seria dwudziestu zastrzyków przeciwzakrzepowych (dla zainteresowanych - aplikuje się je w brzuch).
Od dwóch dni leżę na kanapie, po takiej właśnie przygodzie. Szydełka, i drutow w ostatnich dniach nie małam siły ruszać. Noga jeszcze do wczoraj bolała wściekle, dziś już po prostu boli. Na szczeście mój Mąż ogarnia wszystko dookoła, więc staram się nie myśleć co to ja przed Świętami i na Święta miałam zrobić (zakupy, gotowane, sprzątanie, prezenty...), bo bym się wściekła.
Okazało się, że w obliczu klęski, Maleństwo potrafi upiec ciasto. Wczoraj zaniósł na pracową Wigilię Murzynka, wykonanego własnołapnie. Ja tylko komenderowałam.
Maleństwo rozochocony powodzeniem (Murzynek zniknął pożarty, przez współpracowników) wyraził chęć przy odpowiednim instruktażu...ugotować coś na Święta!
Jestem zachwycone, ponieważ Jego dotychczasowe osiagnięcia kulinarne to:
- sos do spagheti z papierka
- zamówienie pizzy (bardzo smacznej)
- przywiezienie czegoś od Wietnamczyków
- odgrzanie parówek
podobno umie zrobić jeszcze omlet, ale nie widziałam.
No i teraz wiem, że potrafi upiec Murzynka.
Leżę więc sobie, czasem turlam się do komputera, odwiedzam blogi, fora. Ale to też na chwilkę, bo siedzenie mi nie służy.
Uważajcie na siebie.
Na dworze slisko i niebezpiecznie, a w domu... jak się okazuje jeszcze bardziej.
grudnia 13, 2009
Gołe hipopotamy i candy znalezione
Podam proporcje w oryginale aczkolwiek ja robię większą ilość.
1/4 kubka miodu (sztuczny lub naturalny)
5 łyżek masła
1/2 kubka brązowego cukru
1 jajko
2 1/4 kubka mąki
1 łyżeczka sody
3 łyżeczki mielonego imbiru
2 łyżeczki rodzynek
mieszamy i zagniatamy ciasto :)
Candy:
Candy u Jaszki, tzn. "giveaway candy" :) z cudną matrioszką.
Candyzowana Wisienka u PatiS
Poza tym jak zwykle u mnie, mnóstwo rozkopanych robótek i coraz mniej czasu na nie, czyli - wszystko po staremu.
listopada 27, 2009
Dawno, dawno temu... Moje ulubione modele
Marzy mi się taki, tylko z inna górą (mógłby być golf) i w jakimś innym kolorze, bo rudości zupełnie nie dla mnie.. Model z roku 1997 lub 1998 (z tyłu jest mowa o premierze "Anny Kareniny")
listopada 21, 2009
Dawno, dawno temu...porcja trzecia
Maj 1998 lub1999, na drugiej stronie Fridę Kahlo nazywaja odkryciem mody 1998.To z zamiarem zrobienia tego topu kupiłam Kalinkę granatową, która czekała na swoje przeznaczenie około 8 - 9 lat. Teraz skończy razem z czarną Zorzą wpleciona w komin.
listopada 15, 2009
W co by tu ręce włożyć?
No i czapka do kompletu (ta jest jeszcze zupełnie w kłębku)
Czarny zewłok z czarnego Kashmiru, to próbka prostego szala ażurowego wg. przepisu Dagny. Wierzyć mi się nie chce, że te piękne ażurowe szale, które oglądam na Waszych blogach, też tak pokracznie wyglądały w fazie prenatalnej, więc pracę nad nim zawiesiłam.
Morski kłębek, to 1/5 moich zapasów Czterdziestki w tym kolorze. Na razie do podziwiania, co z tego będzie - nie mam pojęcia. Miał byc komin, ale może będzie golf?
Czarne fragmenty pod spodem, to resztki Zorzy. Komin będzie chyba z niej, żeby nie było smutno połączę ją z granatową Kalinką, którą kupiłam... jeszcze na studiach (czyli jakieś 8 lat temu?) żeby zrobić Księżycowy Topik z Twojego Stylu (skan już wkrótce ).
Pod spodem w gustownych reklamówkach znajdują się między innymi elementy królików w różnym stadium rozwoju...
...i co ja mam teraz zrobić?
Wy też tak macie?
listopada 13, 2009
Dawno, dawno temu c.d.


Jeszcze kilka opisów modeli Twójstylowych ;) Chyba z okolic 97/98 roku.Na deser zostawię opis sweterka z warkoczami na rękawach, z 1992 roku. Mam całą gazetę, numer październikowy. W środku jeż też wkładka z wykrojem spodni z podwyższona talią, dokładnie takich, jakie były bardzo modne w ubiegłym roku. (Czy wciąż są modne, tego nie wiem, bo faszionistka ze mnie żadna, choć mąż czasem nazywa mnie szafiarą ;) )
listopada 12, 2009
Dawno, dawno temu...

To wszystko to chyba koniec lat dziewięćdziesiątych, może nawet rok 2000? Nie jestem w stanie tego odtworzyć.
Czyli kiedy jeszcze chodziłam do liceum, lubiłam przekopywać stare egzemplarze Twojego Stylu w poszukiwaniu ciekawostek. Ciekawostkami były niewątpliwie strony z modelami do wykonania na drutach. Ja te kartki wyrywałam i wkładałam do segregatora "na zaś". Trochę później, na studiach znajdowałam w antykwariacie jakieś pojedyncze egzemplarze i... znów chomikowałam opisy. Wydawało mi się, że jak z Twojego Stylu, to taka klasa sama w sobie. Szyk i szał :)Teraz nabierają wartości antykwarycznej, tu i ówdzie pożółkłe, nadgryzione zębem czasu i koszatniczki...
Podzielę się z Wami. Może ktoś zrobi? Toż to prawie vintage ;). Póki co trzy modele, mam jeszcze kilka w zanadrzu.



