Kulam kulki.
Z niektórych powstają kolczyki, jak akurat nie mam co założyć do pracy :) Reszta czeka na pomysły. Ale pewnie tez je skolczykuję. W tle serwetka, którą zrobiłam z Virginii dobry rok temu, ale zblokowałam dopiero w tym tygodniu.
Składniki:
Białka ubić z cukrem na sztywno, dodać żółtka oraz pozostałe składniki, wymieszać. Ciasto podzielić na 2 równe części. Do jednej dodać 2 łyżki kakao, a do drugiej dodatkowo 2 łyżki mąki. Tortownicę o średnicy 24-26 cm wysmarować masłem i posypać bułką tartą. Na środek formy nakładać na przemian po 2 łyżki ciemnego i jasnego ciasta (ma sie stopniowo rozlewać). Piec około godziny (sprawdzić patyczkiem) w temperaturze 180 stopni. Po ostudzeniu pokryć polewą czekoladową jasną lub ciemną, wg uznania.
Ja dałam wodę gazowaną o smaku cytrynowym i parę kropli aromatu cytrynowego. Na wierzchu lukier z sokiem z cytryny. Jakoś mi się nie wiodło, przy pieczeniu. Zaczęłam od upuszczenia na podłogę miski z częściowo ubitymi białkami. Na szczęście sąsiadka miała parę nadwyżkowych jajek :)