czerwca 04, 2010

Wracam - z dużą torbą

Przód tyłu

Pokażę Wam co ostatnio (noo po kawałku w ciągu trzech tygodni i jeszcze z przerwą na serwisowanie) udało mi się stworzyć.

Tył przodu
Ten dyndoł to chustecznik na karabińczyku

Kieszonka na butelkę z wodą i zawiązane uszy, co by się góra nie rozłaziła

Uszy boczne poglądowo rozwiązane

Środek i część ekwipunku codziennego


A poza tym...

...praca, praca, praca... i końca nie widać. Ostatni miesiąc mocno mi dał w kość. Choć i satysfakcja jest i widoki zawodowe na przyszłość ciekawe, ale roboty mnóstwo. Przynajmniej w tygodniu - od rana do wieczora...

W weekendy czasem studia ( czwarte, ale co mi tam ;) ), a czasem szycie. Niestety Maryla zastrajkowała i wzięła się popsuła, ale już ją w serwisie doprowadzono do porządku. Wyjechała ode mnie na tydzień, ponieważ okazało się, że mój talent pedagogiczny nie sprawdza się w przypadku przywoływania do porządku zbuntowanego chwytacza (cokolwiek to jest), potrzebna była zatem pomoc specjalisty.

Ale już jestem. I ja i Maryla. I zaczarowana torbami z Zielonego wzgórza, oraz Ikeową tkaniną w liski, białe króliki, gruszki i kropy uszyłam swoją wielgaśną torbę. Kombinowałam, przeszywałam, mało prułam, zrobiłam dziurki na guziki, zanim owe guziki kupiłam, wymyślałam gdzie królik, gdzie kieszonka, gdzie osiołek a gdzie gumeczka. I jest! A ja chodzę z nosem w górze, i nieskromnie odnajduję w sobie niezwykłe manualne, szyciowo - konstrukcyjne zdolności. I proszę mnie z tego błędu litościwie nie wyprowadzać. Niech mam coś od życia ;)

P.S. Tipsiaki nie moje ;) Ani chybi ja bym sobie takimi wkłuła oczęta. W robieniu zdjęć pomagała mi koleżanka z pracy.
Ona ma i oczy i tipsy.Jednocześnie. Ja bym musiała wybierać.

maja 04, 2010

Refashion, czyli żadna koszula nie jest już bezpieczna!


Maleństwo: Taka fioletowa... znudziła mi się... I rękawy ma za krótkie...

Ja: Mogę ją pociąć?

Maleństwo: Zrób z nią co chcesz.



No to zrobiłam. Okrągły dekolt, falbanki, koronki, szeroki dół, nawet zaszewki tu i ówdzie... no i ten fiolet!


P.S. Na pierwszym zdjęciu w tle - kosz z materiałami i kolejnymi koszulami do modernizacji :)

maja 03, 2010

Moja druga torebka

Przetestowana na imprezach w ten weekend. Funkcjonalna - komórka, puderniczka i sweterek swobodnie się mieszczą.

A tu torebka, wspomagana moją bladą dłonią, ukazuje Wam swe szlachetne wnętrze.


Torebek nigdy za dużo, w głowie ciągle nowe pomysły i tekstylia rozmaite w kolejce czekają. Materiał, to wynik napadu na IKEĘ ( ja odmieniam, bo się da ).

P.S. Oczywiście: Co jest krzywe, miało być krzywe.

kwietnia 19, 2010

Za-paśnik


Za-paśnik, bo za-miast paska, i na za-pasy. No dobra, zapasów się tam dużo nie zmieści, ale i tak się przydaje, albowiem: bieganie po pracy z telefonem prywatnym i służbowym wkurza mnie niemiłosiernie. Jak biegam bez telefonów, to za mną biegają z dzwoniącymi, bo akurat ktoś ma mi coś do powiedzenia i... dzwoni. Do tego jakaś chusteczka się przydaje, nożyczki i szpilki, bo akurat trzeba przypiąć dekoracje, a czasem jeszcze kluczyk od szafki wziąć... Kieszenie mi nie wytrzymywały, powstał zatem ON. Za-paśnik.




Wymyślony od początku do końca przeze mnie, uszyty też.

P.S. Tradycyjnie też dodam, że co jest krzywe miało być krzywe, lub w naturze na aż tak krzywe nie wygląda ;)

kwietnia 18, 2010

Pierwsza torebka, królik i koniki, czyli wolna niedziela, maszyna i ja

Wciągnęło mnie to szycie... mówię Wam! Maleństwo namawia mnie do rzucenia pracy i poświęcenia się królikowaniu torebkowemu. Nieskromnie przyznam, że i ja z efektów mojej bardzo krótkiej i dorywczej (od 8 marca, tylko w weekendy, i to nie wszystkie) znajomości z maszyną Marylą Łucznik jestem zadowolona. Oto przed Wami efekty niedzielne - czyli dzisiejsze.



Królica bezimienna

Moja pierwsza torebka - na jabłka, albo na cukierki :)

Niestety tylko czasem mam chwilę, żeby zasiąść do szycia. Może i lepiej, bo jeszcze bym jakieś ubrania zaczęła tworzyć i potem trzeba by było w tym między ludźmi chodzić... ;)

kwietnia 10, 2010

...

Sympatie i antypatie nieważne...

PRO SZE ZWONIDŹ JEŹLIKTO HCE PO RADY.

Inskrypcja przy drzwiach Sowy Przemądrzałej natchnęła mnie do napisania tytułu. Bo jak to inaczej nazwać? A! Już wiem:

CRAFTUNKU! POMOCY!

Pod linkiem znajdziecie blog na który wklejam linki do TUTORIALI znalezionych w sieci. Ostatnio najczęściej z kategorii "szycie" ale sądzę, że warto zaglądać. No w każdym razie ja tam zaglądam, więc nie będę prosiakiem - podzielę się :)

kwietnia 06, 2010

Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?


Nie mam pojęcia, ale bardzo chciałam uszyć owcę poduszkową. Ta na zdjęciu już przetestowana, dlatego taka wymiętolona. Inspiracją były podesłane mi ostatnio przez Karolinę zdjęcia jagniątek. A teraz owca i ja idziemy spać. Dobranoc.
Beeee :)

marca 27, 2010

Szybko i słodko


Przepis na szybkiego Snickersa podała Hooda na forum GP

Cytuję:

Na mały torcik - średnica 25cm

1 paczka (ok 100g) solonych prażonych orzeszków - idealnie prażonych niesolonych ale ciężko kupić takie
2 opakowania herbatników Petitki
pół kostki masła
1 puszka gotowego karmelu lub gotowanego 2,5 godziny mleka skondensowanego, słodzonego
100 g mlecznej czekolady

herbatniki zmielić lub dobrze pokruszyć, wyrobić z masłem, wyłożyć masa dno tortownicy i
schłodzić. Słone orzeszki dobrze przepłukać na sitku, wrzucić na sucha patelnie i na minimalnym
ogniu osuszyć mieszając cały czas, żeby się nie przypaliły.

Podgrzać karmel w mikrofali do płynnej konsystencji - oczywiście wcześniej wyjadając z puszki:-)

Utrzeć czekoladę na tarce.

Polać masę herbatnikową ciepłym karmelem, wysypać na to orzechy i posypać czekolada.

Schłodzić na kilka godzin w lodowce i podawać.


Robiłam w prostokątnej, długiej foremce. Mnie smakowało, Maleństwu smakowało. Zresztą jak mogłoby Mu nie smakować coś, co jest karmelowo-orzechowo-czekoladowe? :D

marca 24, 2010

Jakoś szyję...


Wciągnęło mnie szycie na dobre. No, póki co mogę to chyba nazywać jeszcze - zszywaniem, bo krawcowa ze mnie żadna, ale zszywanie też jest fajne ;)

Na maszynie aktualnie - woreczki i króliki. O ile woreczki względnie wyglądają w całości, to króliki są póki co bardziej, hmm... integracyjne, bo ani rączek ani nóżek nie mają (trzeba je przyszywać ręcznie). Dlatego dziś pokazuję woreczki podróżne na bieliznę. Szyłam wg rozpiski w książce - Szycie krok po kroku. Woreczek z misiem to inna bajka, nosze w nim jabłka do pracy (dlatego taki wygnieciony). Ma nawet podszewkę, a korzystałam ze wskazówek GAZYNII.

P.S. Co jest krzywe, miało być krzywe ;)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails