maja 13, 2012

Prawie jak narzuta...patchworkowa.


               Rozochocona pierwszym patchworkowo poduszkowym powodzeniem zaszalałam - powycinałam kwadracików na narzutę wg wzoru "16 łatek" z książki Patchwork krok po kroku. Tak to wyglądało na początku:


Nie byłabym sobą, gdybym nie ulepszyła wzoru... Miała powstać narzuta o wymiarach mniej więcej 140/160  taaa miała, ale machnęłam się w obliczeniach i tak rozochociłam, z aktualnie mam top narzuty 160/200... Nie mam pojęcia jak ja to wszystko upnę i przepikuję. Póki co - walczę.

maja 08, 2012

Pierwszy Patchwork

- Naprawdę potrzebujesz tej koszuli? - zapytałam Maleństwo zamierzając się nożyczkami na jego "wyjściową"
 - TAK! - jednym rzutem swojego dwumetrowego ciała rzucił się, by bronić odzienia.
- A tej? Niewinnie podsunęłam mniej wyjściową, lubianą i już dawno przez mnie upatrzoną...
 - Tę możesz wziąć

               Nożyczki, papierowy szablon, godziny spędzone na forach szyciowych... teorię musiałam przecież poznać. Ambicje miałam wielkie - narzuta, albo chociaż narzutka 140/180 patchworkowa. Ale ani maty ani nożyka, ani materii odpowiedniej ani WENY. O ile pozostałe elementy można jakoś nadrobić, zaradzić im, to brakowi weny zaradzić się nie da. 

         W końcu uznałam, żeby zamiast porywać się na narzutę, której rozgrzebanie większy dołek spowoduje, zabrać się na początek za poduszkę/poszewkę. I tak powstał mój pierwszy patchwork, były i krzywe cięcia i niemal kompletnie niedobrane materiały i pikowanie pijanym trzmielem i kanapka powywijana we wszystkie strony ale cały czas powtarzałam sobie, że na tym obiekcie potrenuję. W razie wizyty gości będę do piwnicy chowała, a poszewka krzywa, czy nie, zawsze się przyda. 
          
Jestem z siebie dumna: zaczęłam, skończyłam, gościom z daleka pokazać można, a przede wszystkim popatrzyłam sobie o co chodzi z tym schodzeniem się szwów, ściąganiem, kolejnością szycia itp. Na pewno wiele błędów jeszcze przede mną, ale pierwszy patchwork już za mną. Spodobało mi się - czas na kolejne.

maja 06, 2012

Takie tam - jak Karolina z Karoliną :)

Natchniona jednym zdjęciem Jednej Pani, bloggerki Karoliny - pięknie prezentującej się w czerwonej sukni, uczyniłam Ją samą. Na zdjęciu pozujmy obie. Możliwość wykonania na żywo takiego zdjęcie, to raczej pobożna prośba, bo póki co jeszcze się na żywo nie spotkałyśmy. Więc na razie taka próbka.

kwietnia 14, 2012

12/12 - Chanelkowata, czyli wiosna w klimacie retro.


"Paaani, jemu się tak chce dzisiaj robić jak mnie szczekać!" - powiedział do mnie pomocnik szewca, kiedy po raz trzeci tego dnia pojawiłam się w drzwiach zakładu ściskając w rękach prawie ukończoną skórzaną torebkę.. Do pełni szczęścia i obrazu mego dzieła brakowało tylko zapięcia. Napę sobie wymyśliłam. I ta napa stała na przeszkodzie , żebym ukończyła swój kwietniowy wkład w projekt 12/12.




 - To może ja przyjdę za godzinę?  - zapytałam odkrywając w sobie ciągle nowe pokłady cierpliwości.
 - Może pani...a może tu obok w parasolach nabiją...?
 - Obok? W parasolach?
 - Tu, dwadzieścia metrów dalej jest naprawa parasoli, napy tez nabijają.

Pofrunęłam. Drżącymi dłońmi podałam panu wypieszczone kawałki skóry i bawełny.

 - Usługa ma być ekspresowa, czy za dwa dni pani przyjdzie odebrać?

PFFFff

  - EKSPRESOWA!
 - No, to cena będzie wyższa.

Zadrżałam...

 - Cztery pięćdzięsiąt.
Uff

I już. Miałam ją. Torebkę,  na kwietniowe wyzwanie i przedstawiciela na konkurs Łucznika - Wiosna w klimacie retro.

Startuje w kategorii nr 3. - Akcesoria, dodatki, torebki w stylu lat 20 i 50tych. Wybrałam inspirację torebką Chanel 2.55

W lutym 1955 roku premierę miała pierwsza torebka Chanel 2.55, w kwietniu 2012 roku premierę ma moja, inspirowana chanelką. Łucznikowy konkurs dał mi doskonały pretekst, żeby z second hand’owych spodni uczynić coś modnego, inspirowanego klasyką. Torebek nigdy nie za wiele, rzuciłam się zatem na artykuły traktujące o słynnej torebce i bogata w wiedzę ruszyłam do działania, by łączyć modowe epoki. Pierwowzór był pikowany, ale uznałam,że w wiosnę wejdę przebojem. Zamieniłam pikowanie na napowanie - moje kawałki skóry miały napki maleńkie… uznałam, że torebka zyska trochę ostrzejszego rysu. Chanelki początkowo produkowane były w kilku tylko kolorach – czarnym, beżowym, brązowym i…granatowym. Doskonale! Taki właśnie kolor ma moja. Świetnie będzie pasować do modnego w tym sezonie trendu marynarskiego. Każda, miała wnętrze z czerwonej skóry - mnie w środku też czerwono, ale ożywiłam trochę „czeluść” torebki wszywając must have tego sezonu, czyli kwiatową łączkę. Kolejne nawiązania do oryginału, to zewnętrzna, tylna kieszonka (kiedyś na bilecik od wielbiciela, dziś na bilecik…MPK), oraz łańcuszek z przepleciona skórą. 

Na początku było tak:


 A potem tak:

A teraz to już tylko pozostaje mi za siebie trzymać kciuki (potrzymajcie proszę  i Wy) i torebkę nosić.

marca 21, 2012

Wiosnę widziałam!

Wiosnę bibułkowo, foliowo, tildową. W przedszkolnych dekoracjach zamieszkał tildowy strach na wróble. Wcale nie straszny (mam nadzieję), bo uśmiechnięty.


Do wygrania fantastyczna bransoletka ze srebra i kolorowych opali. Polecam Wiosennie!

marca 19, 2012

Kosmetykowo

Szajajaba zaprosiła mnie ostatnio do zabawy blogowej. Mam wymienić 5 ulubionych seriali i 5 kosmetyków, bez których nie ruszam się z domu. Na seriale przyjdzie czas jeszcze, bo konik to mój całkiem spory i zasługuje na osobny wpis, a dziś - kosmetyki.

1. Krem do rąk - tych 7 tubek pozujących do zdjęcia znalazłam w swoich torebkach, na lodówce, w pokoju i w łazience w ciągu jakichś 5 minut. Bez wątpienia bez kremu do rak nie wychodzę z domu. Ręce myję często...bardzo często, a po każdym umyciu krem musi być - inaczej piszczę i mam zły humor.

2. Pomadka ochronna - też mam kilka - w torebkach i kieszeniach kurtek. Na zdjęciu 2 sztuki Alterra z Rossmana (bardzo dobra) i Bebe (może być). Zabłąkał mi się gdzieś Carmex, też go chętnie używam, ale gdzieś się schował (pewnie przygniótł go w jakiejś torebce krem do rąk).

3. Zapach - rzadko noszę przy sobie, ale praktycznie nie zdarza mi się zapomnieć użyć jakiejś wody rano.
Na zdjęciu:
 -  mój ukochany (używam właściwie nieprzerwanie od jakichś 15 lat) Davidoff Cool Water (flakonik 100ml starcza mi na niecały rok).
 - Versace Red Jeans - Pierwszy raz dostałam od Mamy jak zdałam egzamin o liceum, od tej pory były ze cztery :)
 - Davidoff Cool Water Wave -  dostałam od Teściowej - ciekawa wariacja na temat Cool Water
 - Olejki zapachowe Wisaal i Lotos od Męża - oryginalne i bardzo trwałe, budzą zainteresowanie, choć używam oszczędnie - zwracają uwagę.

Jestem bardzo wrażliwa na zapachy, trudno mi zaakceptować na dłużej, polubić nowe. Tych się trzymam od lat. Choć na łiszliście gdzieś tam za nową maszyną doszycia mam Miracle Lancome i Addict Dior'a.

4. Róż do policzków - pozują: Avon i Bourjois. Z ich pomocą "ożywiam" się rano. Policzki, lekkie muśnięcie pod brwiami, paluchem po ustach i już. Wyglądam na obudzoną (chyba).

5. Cienie do powiek nie zmieściły się na zdjęciu. Używam codziennie różnych kolorów, różnych firm. Najważniejsza jest baza pod nie. Maleńki słoiczek Art Deco wystarcza na rok, a używam codziennie. Każde cienie się na niej trzymają..

6. Pudry brązujące też się nie zmieściły :D

Paznokcie na kolorowo maluję rzadko. Tusze do rzęs najczęściej dostaję w prezencie i ciesze się tym co mam (latem chętnie używam granatowych), podkładu w spisie nie uwzględniłam, bo nie nosze go ze sobą. W każdym razie większą część roku jest to L'oreal Infalible 220 Sand.

Makijaż robię dwufazowo: W domu przed wyjściem podkład i tusz, a reszta w samochodzie w drodze do pracy. To jest dopiero wyzwanie! Na pierwszych światłach rzucam okiem na torebkę, czy wszystko wzięłam. Nic nie wyciągam, bo krótko stoję. Na kolejnych już stoję dłuuugo. Tak w sam raz na bazę pod cienie, róż i jedno oko, czasem konturówkę do ust. A potem jadę. Jak mam szczęście (rzecz względna) to drugie oko robię jakieś 6 kilometrów dalej i uzupełniam całość pudrem brązującym. Jak korków nie ma, to zdarza się, że dojeżdżam do pracy w samym różu, albo co gorsza z jednym okiem! W każdym razie czasem witają mnie słowa Szefowej: Ooo widzę, że miała dziś Pani dobra drogę, same zielone były?


Do zabawy zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę wziąć w niej udział i podzielić się swoimi kosmetykowo-serialowymi szaleństwami.

marca 12, 2012

12/12 Wariatka tańczy


Marzec, to i Osiecko się jakoś tak zrobiło, stąd tytuł... Tańczy tańczy a jak skończy to ją nogi boleć mogą. Tak się dzieje jak się w szpilkach hasa... Zatem przed Państwem dokumentacja fotograficzna wyzwania marcowej zabawy blogowej 12/12 - kapcie.

Kapcie poszpilkowe. tzn do założenia po nadwyrężeniu chodzeniem w szpilkach, czy innych butach na obcasach w których wiadomo -  świetnie się do zdjęcia pozuje, ale generalnie co tu się oszukiwać,  wygodniej się w  nich siedzi niż chodzi. W poniższych wręcz przeciwnie. Miękkie, pluszate, wdzięczne, bezpieczne ach i och.


 Dwie pary uszyłam na próbę - jestem zachwycona. Na pewno będą kolejne. Wszystko wg książki Tilda, przytulne dekoracje. Postanowiłam sobie, że wyzwaniowe twory w miarę możliwości będę głównie recyklingowe. Tym razem się udało - nogawki dżinsów (w pracy dostałam, dzięki Agata:)), resztki polaru, guziki, koraliki i wstążeczka którą była przywiązana metka spodni w Carry :)


 Ujęcie imprezowe ;)

 I jeszcze jedno, bo mi jakoś grubo kostka na poprzednim wyszła.

Teraz nawet jak ktoś ma parkiet - śmiało może mnie na domówki zapraszać. Dziurek obcasami  nie porobię!

lutego 13, 2012

Hej ho, do pracy by się szło - w karnawale


Czasem trzeba błyskawicznie po powrocie z pracy szykować się do następnego w niej dnia. Mam specyficzną pracę więc i postarać się musiałam specjalnie. Myślałam, kombinowałam i nagle - olśnienie! Rychło w czas, skoro impreza jutro, ale nie jest najgorzej - zdążyłam.

Właśnie skończyłam szyć. Mam jeszcze kolczyki w kształcie głowy  Myszki Minnie... Buty - świetnie sprawdziły się latem, ale i teraz dadzą radę. (Wiecie że Minnie na obrazkach ma właśnie żółte buty? Rękę bym sobie dała uciąć, że białe, albo różowe... No i bym nie miała ręki)  :D

Rety! Ja mysieję...

lutego 12, 2012

Łap-serce

Naprzeglądałam się, wertowałam, szperałam, szukałam, kombinowałam... Namęczyłam jednym słowem, żeby znaleźć jakiś szałowy wzór  na lutowe wyzwanie w projekcie 12/12, gdzie tematem miesiąca jest SZYDEŁKOWE SERDUSZKO
I co? I najbardziej spodobało mi się najprostsze, znalezione o TUTAJ

Na szybko, na próbę - łapka kuchenna.




Zaś motyw pewnie jeszcze nie raz wykorzystam kocykowo, czy poduszkowo. Fajny jest!

lutego 05, 2012

Torba na wszystko

Dawno dawno temu, na blogu Herbatki zobaczyłam Torbę w której zmieści się świat. Nie miałam jeszcze maszyny do szycia, ale już zapragnęłam mieć podobną. Uszyłam w sumie takie trzy, ale zdjęcia zrobiłam tylko tej jednej. To torba dla Kasi, pomoże jej nosić pomoce na zajęcia na uczelni.





A tu Kasia poprosiła o zbliżenie na ptasie "rapetki":)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails