marca 07, 2010

Przedwiośnie - błeee

Nie, nie wprowadzam na blog kącika literackiego. To tylko moja opinia o obecnym stanie pogodowociśniniowym. Jako skrajna meteopatka nie mogę lubić przedwiośnia (z wiosną też różnie bywa).

Zdrowotnie tak sobie, z czasem kiepsko, a jeszcze Miałżonek zafundował mi rozrywkę w postaci modernizacji jednego pokoju, czyli zapełniania regałów odkupionych za zniszczone zalaniem w maju. Odkupiliśmy je chyba w lipcu, a dopiero teraz mieliśmy czas, żeby je skręcić (dobra, zmyślam, mój Brat wygonił nas z pokoju i sam je poskręcał).

Muszę teraz wziąć do łapki każdą karteczkę, książkę, notesik i zeszycik, każdy segregator, pudełeczko i puszeczkę....^$^%&^*&& i ...zdecydować się, które pożegnać, wyrzucić, oddać do antykwariatu lub zostawić. Ogólnie nie jest źle, bo w tym rodzaju pracy szybko widać efekty, ale zanim taki wstrętny chomik jak ja zdecyduje się, żeby wyrzucić na przykład notatki z pierwszego roku studiów, albo pamiątkowy zeszyt z siódmej klasy podstawówki, to naprawdę trochę trwa. Wszystkiego niestety nie mogę zostawić, bo nowy, większy regał może i mamy, ale nowego, większego mieszkania, to niestety raczej nie :)

Choć z drugiej strony przed oczyma duszy mojej widzę ten ład jak u Anthei Turner. Włóczki posegregowane gatunkami i kolorami leżą w pudełeczkach, ukryte, a dostępne. Szydełka rozmiarami od najcieńszego do najgrubszego, pięknie oznaczone w rządku leżą. Koraliki nie biegają po pokoju, a leżą spokojnie w pudełeczkach z milionem przegródek, a ja na fotelu przy pustej ławie (dobra, może stać na niej jeden talerzyk) z odgiętym paluszkiem popijam kawę z filiżanki, przeglądając JEDNĄ gazetkę robótkową i decyduję się na JEDNĄ robótkę. Taaa

No niestety, powyższy akapit proszę zakwalifikować do działy fikcja, a nie literatura faktu. Prawdą jest niestety, że nie jestem Perfekcyjną Panią Domu.

Psychopatyczną Panią Domu - to już prędzej.

Ale pracuję nad sobą, dlatego musze te papierki przejrzeć i oczyścić trolownię.

Z frontu robótkowego: SKOŃCZYŁAM SZAL AŻUROWY!

HA! Ale nie mam kiedy zrobić zdjęcia. Reksio się gdzieś schował. Jak się znajdzie - pokażę.


No i na deser, żeby nie było tak ponuro.

Jedzie do mnie Maryla!

Jako, że Dzień kobiet wkrótce, Miałżonek zaserwował mi Marylę. Marylę Łucznik. I to ona właśnie do mnie jedzie. Odkąd pamiętam chciałam nauczyć się szyć. No dobra, chociaż zszywać. Pełna jestem zapału i nakręcona na szycie poszewek, poduszek, torebek i tildopodobnych stworów. Ciekawe jak mi pójdzie.

Póki co czekam też na NAUKĘ SZYCIA - szkółkę, którą tworzy na swoim blogu BAGLADY.


lutego 27, 2010

SCS, czyli Serwuję Cebularze Serwusowej


SCS, to również skrót: Staro-Cerkiewno-Słowiański. Język taki. Dostarczający od lat studentom polonistyki uciechy ponad miarę ;)
Ale nie o języku dziś a o cebularzach. Pysznych! Przepis znalazłam w niedawno otwartym blogu ZMYSŁY W KUCHNI - Pani Serwusowej

Tam znajdziecie przepis i przeapetyczne zdjęcia tych i innych pyszności.

P.S. Ja niestety nie miałam maku. I ta cebula u mnie, to po prostu mieszana czerwona ze zwykłą była, dlatego tak dziwnie wygląda. Nic nie spaliłam ;) Na wierzchu serek pleśniowy.

P.S. 2 A Małżonek i tak to wszystko zbezcześcił keczupem ;)

lutego 25, 2010

Jak nie urok, to przemarsz wojsk

Zapalenie oskrzeli i początek zapalenia płuc. W skrócie MASAKRA, na szczęście Maleństwo wysłał mnie do lekarza, bo sama bym się chyba nie zorientowała. Ot tam kaszel i śpiącość mocniejsza niż zwykle. Przestraszyłam się więc teraz leżę. Zresztą leżę też powalona siłą leków, które mi przepisano. Moja obecna aktywność(przytomność) to około 6 godzin na dobę, przez resztę śpię, a te 6 to tylko leżę.
MASAKRA.
Tak, to odpowiednie słowo.

lutego 21, 2010

Kwiatki, bratki i stokroooootki...


Taka piosenka przedszkolna jest, jeszcze ze swoich lat cielęcych ją pamiętam. Tak mi się skojarzyła, bo kwiatków w tym szalu naprawdę sporo. Kolor na zdjęciu oszukany, bliższy jest do zobaczenia o tutaj - jeszcze w motku. Szal jest bardzo wiotki nie wiem więc, czy na jego punkcie oSZALeję, bo chyba wolałabym sztywniejszy, ale taka jest chyba specyfika wzoru.

W każdym razie jest ciepły, do zamotania na szyi i ramionach i w dziwnym kolorze, czyli po mojemu :)

lutego 15, 2010

Zamiast Reksia





Na śniegu ja, opatulona chyba we wszystkie ubrania jakie posiadam (pod spodniami mam getry i polarowe spodnie od piżamy), tarzam się po zamarzniętym Zalewie Sulejowskim. Na głowie czapka i chłodnia kominowa, czyli zimowy zestaw obowiązkowy.

lutego 14, 2010

Pig Party - Świnka świńska świniowata




Walentynki w gronie Znajomych zaowocowały imprezą tematyczną Pink Party, która z racji mojego uwielbienia dla świnek przekształciła się dla mnie w Pig party. Kapcie dostałam od Męża w prezencie walentynkowym. Idealnie skomponowały się z przygotowanym przeze mnie strojem.

P.S. Jutro tak jadę do pracy.

P.S.2 Wybaczcie, ze mnie tu tak długo nie było, ale pracowałam, a po pracy balowałam :) Relacja wkrótce.

lutego 09, 2010

Założyłam blog olimpijski

Kanada Zima 2010

I zapraszam chętne robótkujące do wspólnej pracy. Szczegóły w pierwszym poście. Do zobaczenia :)

stycznia 26, 2010

Wycinanki jeszcze świąteczne

Bo przecież jest zima. A pod spodem kaloryfer

Anioł dwustronny na tekturce. W tle drzwi wejściowe i buźki na które wycięłam około 300 różnej wielkości kółeczek

Strach jesienny na zimowego przerobiony

Państwo Bałwaniostwo

Anioł z tyłu przodu

Szatnia i drzwi biura

Szopka w kąciku (nie wiem, czemu te baranki latają)

Mój ulubiony aniołek malowany na tekturze, tu - w trakcie demontażu. Nogi Marzeny.


Zebrałam się i wklejam zrobione na początku stycznia zdjęcia. Temat już zaprzeszły, ale w świątecznym czasie akurat zachciało mi się leżeć a nie chodzić do pracy ;) Dobrze, że z dekoracjami zdążyłam. Powyższe wycinanki i malowanki inspirowane najczęściej czasopismem Hobby. W środku są zawsze wkładki z szablonami, ale nigdy z nich nie korzystam, bo interesują mnie duże formaty, a tam są zwykle wzory dekoracji maksymalnie rozmiaru A3.

Teraz trzeba się brać za walentynkowe.

stycznia 19, 2010

Wcale nie robótkowo :)

Ale mimo tego jak przyjemnie! Tydzień temu forumowa znajoma Pani Serwusowa zaproponowała mi pomoc w kupnie tych butów. Wszystko zorganizowała - miałam tylko czekać na przesyłkę. Cała operacja pocztowa trwała 6 dni. dziś pobiegłam (no, prawie pobiegłam, nie mogę biegać, więc doszurałam ) na pocztę i przytargałam z niej pudło, a w nim znalazłam:

Szałowe Ciapy - w których będę się obawiała chodzić po dworze w trosce o ich kondycję

Czipsiory - Worcesterowe i pełen wypas - ręcznie robione octowe czipsowe wyższe sfery (jeszcze ich nie otworzyłam, czekają do weekendu na odpowiednią oprawę)

herbatniki pełnomaślane (były, już nie ma, przechwycił je Maleństwo i przy akompaniamencie ciamkania rzekł: Aleee dooobre, nie? Na pewno dobre. Choć opinię swą wydaję po skosztowaniu ćwiarteczki jednej sztuki - reszta w brzuchu Maleństwa)

I przemiły liścik.

Przesyłka z tego co pamiętam wysłana w piątek, dziś dotarła do mnie. Wiwat Pani Serwusowa, Royal Mail i Poczta Polska!

Przy okazji z Serwusową zastanawiałyśmy się, czy paczka dojdzie.

ja: 14.01.10, 20:16

Mam nadzieję, ze Poczta Polska będzie myślała, ze to czipsy octowe i nie ruszy.

pani.serwusowa: 14.01.10, 21:53

Jak lubisz ocet i chipsy, to Ci zasmakują. Dorzucę do paczki. Mam nadzieje, ze
jakaś Pani Krysia się nie połasi na nie.

I proszę - Pani Serwusowa zadbała o wszystko. Otwierając pudełko natknęłam się na taką
informację:



Dziękuję!

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails