maja 21, 2011

Noblesse oblige...

Maleństwo: Dobry ten ser co ostatnio kupiłem?

Kot: Bardzo dobry, wyjątkowo mi "podszedł", jak się nazywa?

Maleństwo (wnikilwie zgłębiając etykietę): ..."Jaśniepański tradycyjny dojrzewający"...

Kot: I wszystko jasne!

EDIT: Z niewiadomych przyczyn (pewnie z niedospania ;)) dałam dwa podobne wpisy na oba blogi (ten i Kot & Maleństwo) Ale co tam, niech sobie będzie :)

maja 09, 2011

PlushWagon, czyli Pluszowóz

Personalizacji Pluszowozu odsłona pierwsza:

Przednie fotele

Tylne fotele

Organizer
 Widok od przodu, przez szybę - ze Ślimakiem Tildowatym (jeździ przy tylnej szybie)

Prawie wszystko jest już gotowe, choć nie ukrywam zdjęcia robione na szybko i może nie wszystko widać w całej okazałości, ale i tak wymagało to niezłej ekwilibrystyki na pełnym parkingu.

marca 20, 2011

Utylizacja i personalizacja


Zaczęło się od tego, że zapragnęłam spersonalizować samochód którym jeżdżę. Oswoić go, udekorować, uatrakcyjnić i w ogóle z nim COŚ zrobić. Potem Izzus ogłosiła rozdawnictwo z okazji pozbywania się resztek, no bardzo proszę, chętnie przygarnę reszteczki - przerobię na broszeczki... zaraz zaraz, reszteczki głównie fioletowo, szaro-różowe (czyli moje ulubione), w domu jeszcze trochę pasujących granatów, czerni i bieli... będzie narzuta "granny square" na tylna kanapę. W dalszych planach zagospodarowania powierzchni auta rozkręciłam się tak, że dawniejszy "Żuczek" zyskał miano PLUSZOWOZU, ale nic nie zdradzę, póki nie wykonam... No dobra, deski rozdzielczej zdekupażować nie zamierzam, ale zawieszki - serduszka z lawendą niewykluczone... Będę informować na bieżąco.

A w ogóle QLKOWA Candy ogłosiła. Startuję i ja.

marca 19, 2011

Przekornie

Staram się nie narzekać na okoliczności, na które nie mam wpływu. Taka na przykład pogoda - Choć bym nie wiem jak stękała, marudziła, utyskiwała... padać/wiać/mrozić - nie przestanie (wiem, bo sprawdziłam). Teraz, kiedy jeżdżę samochodem pogoda już nie jest tak często moim przeciwnikiem. Ilość kilogramów odzieży noszonej  - zmniejszyła się znacząco, co nie ukrywam pozytywnie wpływa na nastrój, bo i polansować się można.
No właśnie, lans uprawiany wewnątrz samochodu (a cały czas mowa tu o osobowym), kiedy nie posiada się współpasażerów (pracuję na końcu świata i rzadko ktoś poza mną w tamte okolice się wybiera) kręci średnio. A na zewnątrz, przed lansem dość skutecznie powstrzymuje mnie aura... no i wracamy do punktu wyjścia.
 Narzekanie nic nie da, ale pozaklinać można. Na przykład za pomocą poniższych zdjęć:


Owca wisi w najlepszej Karcmie jaką znam, czyli Pod dębem w Bukowinie Tatrzańskiej. (pisałam o niej też 2 lata temu).


A serwetkę robiłam w czasie urlopu (również w Bukowinie, a częściowo w Karcmie też. I zapewniam Was, że było wtedy naprawdę ciepło i przyjemnie.

Patrzę sobie w monitor i staram się nie wyglądać za okno, a w weekendy w miarę możliwości też za nie nie wystawać. Czasem pomaga... mówię Wam jak wtedy ciepło było... I niedługo pewnie znów będzie!

marca 10, 2011

Poleciały w świat





Wzór na ten szaliczek widziałam w internecie ło ho hooo... dawno temu. Nawet chyba zaczęłam robić sobie czerwony, ale zaczątek przepadł bez wieści. Nadarzyła się okazja i nabrałam ochoty, żeby go wykonać w prezencie. Właściwie w dwóch prezentach. Czarnym i zielonym. Szaliczki są tez elementem rewanżu. Ich obecne Posiadaczki zaopatrzyły mnie w cudowności (i pyszności) dostępne na obcej ziemi. Czekolady (o wymyślnych smakach), masła do ciała z the Body Shop (tych akurat nie jadłam), Crocsy, Czipsiory octowe, Marmite, Gwiazdki Milky Way... Szortbredy... Nie wymienię wszystkiego bo już pożarliśmy i tylko bym płakać z tęsknoty zaczęła ;)
W każdym razie pomyślałam, żeby obu Paniom wysłać drobiazg niespodziankowy. Mam nadzieję, że szaliczki będą się dobrze nosiły i... że to nie koniec naszej współpracy ;)

lutego 28, 2011

Odporności...przybywaj

Bo oszaleję. Powiedzonko takie jest - jak nie urok, to...przemarsz wojsk (w ocenzurowanej wersji) i tak jest u mnie. Jak nie grypa, to zapalenie gardła, a potem (naprawdę mocny finał) zapalenie zatok. I właśnie kończę drugi antybiotyk. Nic mi się nie chce, prawie nic nie robię. Dni spędzone na zwolnieniu, przespałam, przeleżałam i trochę prze-czytałam (m.in. Książę Mgły, Marina, Cień wiatru i Gra Anioła - wszystko Zafona).

Kłuje mnie w uszach.

I pod oczami.

Nie lubię wiatru.

Boli mnie noga, na zmianę pogody (pewnie na gorszą).

Katar mam.

Właściwie już przechodzi, bo robi się cieplej.

Jak zrobi się cieplej uaktywni się alergia, bo zapylą topole i leszczyny i brzozy i inne...

aaaaaaaaaaaaaaaaaAAAAAAaa

Jak się zbiorę, to coś pokażę. Ale muszę się zebrać :)


No, to poZDRAWIAM! :)

P.S. Na pomoc mojej odporności nastawiłam do ukiszenia sok z warzyw według przepisu KAROLINY ze ZMYSŁÓW W KUCHNI. Nie wiem jeszcze jak smakuje, ale wygląda wspaniale!

stycznia 23, 2011

Świński tort

Zobaczyłam podobny parę lat temu na forum Galeria Potraw. Czekałam na odpowiednią okazje, by uczcić ją stosowną oprawą - tortem z prosiakami taplającymi się w czekoladowym błocie. Odgapiłam pomysł i dziewiętnastego stycznia późnym wieczorem lepiłam w tajemnicy świnioki (nasze ulubione zwierzęta)z lukru plastycznego. Bazą był upieczony dzień wcześniej Gniotek dla czekoladożerców
Z tym, że zwiększyłam ilość gorzkiej czekolady w polewie - do około jednej całej tabliczki.


20-go stycznia "tort" był gotowy. Trzydzieste urodziny Mojego Męża, to świetna okazja, by uczcić jubileusz Świńskim tortem. Sto Lat Maleństwo Kochane! :)

stycznia 19, 2011

Dwanaście na dwanaście - Wewiór

Dwanaście na dwanaście, to nowa zabawa blogowa, do której z przyjemnością dołączyłam. Banerka wkleić nie umiem, ale umiem wkleić link do blogu dokumentującego nasze poczynania :)


Zadanie jest proste. Umawiamy się na jakieś - dziełko - do wykonania w danym miesiącu. W styczniu, jest to zabawka z rękawiczki lub skarpetki. Zgłosiłam się bardzo chętnie i...

W pracy nad ztworzonkiem napotkałam poważny problem - mianowicie: nie gubię rękawiczek! Nie wiem dlaczego, ale naprawdę wszystkie mam w duetach. No i zawzięłam się,żeby było ekologicznie i ekonomicznie, zatem nie zamierzałam inwestować w nową parę. Przed dylematem stałam ze trzy dni. Potem usiadłam, pomyślałam i dokonałam wyboru... Po bliższych oględzinach okazało się, że jedna rękawiczka ma dziurki to tu, to tam... więc wybór było oczywisty. Wewiór narodził się 3 dni temu. Dodam, że zwierzęciem o szlacheckich korzeniach jest, albowiem narodził się z rękawiczki firmy Big Star. No cóż, sami oceńcie, czy On taka Big Star ;)



A ak wyglądał Wewiór w fazie prenatalnej, w tym stadium był jeszcze niczego nie spodziewającą się rękawiczką:





P.S. 1 Wewiórowi poważnie doskwierał wygląd uzębienia, dlatego koleżanka wsparła mnie gumeczkami do aparatu ortodontycznego - założyłam mu aparat i za pół roku ma być lepiej.

P.S. 2 Wewióra upodobał sobie mój Mąż. Łapie go znienacka, unosi do góry i naśladując skakanie wydaje dźwięk "iiii ii iii" (staccato), twierdząc, że tak właśnie porozumiewają się wiewiórki.

P.S. 3 Wewióra pokochałam miłością ogromną, zatem będzie pierwszym stworem jeżdżącym ze mną w Pluszowozie.

stycznia 15, 2011

Dwanaście lat temu - komunikat

Dwanaście lat temu skończyłam kurs prawa jazdy. Do egzaminu po nim nie podeszłam. Dopiero w tym roku pokonałam demona ;) Dziś o 9.20 zdałam egzamin. Za 2 tygodnie wsiadam w samochód. Dojazd do pracy zajmuje mi codziennie minimum 1,5 godziny w jedną stronę. Uzależniona jestem od autobusu jeżdżącego zwykle co godzinę. Zwykle, bo co najmniej 2 razy w miesiącu wypada z trasy, a 4 razy w tygodniu się spóźnia.
Za dwa tygodnie nie będzie mnie to już tak bardzo dotyczyło. Wsiadam w Pluszowóz i do przodu. Pluszowóz jest pełnoletnim autem mojego Męża. Jest cudownie fioletowy i czeka na personalizację - czyli szydełkowo-szyciowe uzupełnienie wystroju i wyposażenia :)

I jeszcze jedna... a może dwie sprawy.
Prawo jazdy było takim moim osobistym demonem. Wydawało mi się, że nigdy nie uda mi się go zdobyć, choć poza epizodem 12 lat temu, dalszych podejść nie miałam, ale jak coś wejdzie w głowę, to trudno się pozbyć, pewnie wiecie :))

Dzisiaj czuję się silniejsza nie tylko dlatego, że uda mi się ograniczyć marznięcie i tracenie czasu na przystankach i w tramwajach. Udało mi się! Nauczyłam się jeździć na tyle - żeby zdać egzamin. Teraz może być już tylko lepiej, prawda? ;)

Skoro o uczeniu mowa - będzie reklama: Auto Szkoła Perfekt w Łodzi. Mogę ją krótko opisać: profesjonalizm, cierpliwość i kultura. I jeszcze poczucie humoru Panów Instruktorów. Do tego jedna z tańszych.

I jeszcze mój Mąż. Trochę mi słów brakuje, żeby opisać jego rolę w tym wydarzeniu. Wsparcie, cierpliwość, pomoc, nauka... z resztą On wie :*

Miłego weekendy Wam życzę. Co najmniej tak miłego ja mój!

P.S. A! I nie za pierwszym razem. Pierwsze w pełni zasłużenie oblałam zajeżdżając drogę tym co za mną, podczas zmieniania pasa. Dziś rano wyrzuciłam ze swojego słownika jakże mylne sformułowanie: "Może się zmieszczę" i poszło :)
Rzec chciałam jeszcze, że każdy z egzaminatorów był normalny, a wręcz sprzyjający mnie jako przyszłemu kierowcy. Nie trafiłam na furiata, chama, ani podpuszczacza. Przeciwnie. Poczucie pomagania mnie przez nich miałam. ;)

stycznia 10, 2011

Wyręczacz dla mózgu

Małżonek mi doniósł. Doniósł, że nowy rok się zaczął i doniósł nowy kalendarz z sugestią - Już Ty tam go sobie przerobisz, naszyjesz misia, czy coś. Nie wiem dlaczego Samiec gdy tylko mam kryzys twórczy lub nie wiem jak coś przerobić/naprawić/zepsuć, proponuje: "Naszyj misia". Hmm... niewątpliwie Freud by coś na ten temat powiedział. Spieszę również donieść, że jak żyję, nigdzie misia nie naszywałam. Naszyłam za to ptaszka.

O tutaj:



W środku kieszonka na różne różności.



A taka smutny była okładka przed sptaszkowaniem.



Kalendarz kalendarzem, ale kiedy będzie na świecie jasno?
Bu!

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails