października 10, 2009


Im bardziej wieje wiatr,
Bim – bom
Im bardziej wieje wiatr,
Bim – bom
Tym bardziej wieje wiatr
Bim – bom
Do domu wchodzą muszki.

I nie wie zwierz ni człek,
Bim – bom
Choć żyłby cały wiek,
Bim – bom
kiedy tak WIEJE WIATR
Bim – bom
Jak marzną Kotu uszki.


Zima Proszę Państwa idzie, a przynajmniej zimna jesień. Moje głębsze spostrzeżenia na ten temat pozwoliłam sobie umieścić powyżej, parafrazując mruczankę Kubusia Puchatka. Marznące uszy, to moja najgorsza przypadłość. Marzną przez cały rok (latem też), drętwieją i bolą. Coś okropnego.

Zawsze jestem przygotowana - tzn w torbach i kieszeniach noszę chusty, apaszki, szaliczki, berety i czapki rozmaite. Najchętniej już teraz chodziłabym w futrzanej uszatce, ale co będę w takim razie nosić np. w styczniu? Nie chciałam robić za osiedlowego "gupka" - stąd opaska - grubaśna, podwójna "Zorza" i jeszcze nitka cienkiej wełny "Kaszmir".


Pozuje nieznany jeszcze Husky, którego dostałam o siostry ciotecznej w prezencie ślubnym. Reksiowi z łebka spadała.

P.S. Poza tym leczę wstrętnego wirusa, a do tego blogger mi zwariował, konkretnie czcionki.
A jutro jak dobrze pójdzie, pokażę Wam żabę. :D

października 03, 2009

Światowy dzień robienia kartek


Czyli kartkę mam i ja :)


Ale od początku. Dawno dawno temu (jakoś na wiosnę, albo i wcześniej), poznałam Kamilkę. Kamilka wciągnęła mnie do Uroczyska , (które mój mąż nazywa Dziubalnią). Zajęta ślubem, do Uroczyska dotarłam dopiero we wrześniu, ale od razu poczułam się gorąco przyjęta i mile widziana.

Uroczysko to miejsce... nie, Uroczysko, to Wspaniałe Kobiety, które oprócz codziennych działań zapewniających przetrwanie z dziećmi, mężami, chłopakami, pracą i... bez nich, znalazły czas i energię na - no właśnie, na dziubanie ;) scrapy, decoupage... i inne dobra.

I to właśnie Kamilka napisała do mnie ostatnio: Przyjdź, będziemy robić kartki - nawet te, co nigdy nie robiły, papiery, bazę i co tam Ci będzie potrzebne wezmę.

No i wzięła. A do tego wszystkie Dziewczyny wzięły też dużo cierpliwości, bo jako kartkowy świeżak zadawałam co chwilę jakże inteligentne pytanie: Yyyy i co teraz? albo: Kamilka, ciapać? (tzn. "brudzić" tuszem).

W każdym razie kartkę dzielnie zrobiłam - za co Wszystkim dziękuję.



października 01, 2009

Ciapy i coś jeszcze

Zainspirowana zabawą blogową Truscaveczki


...zrobiłam powyższe Ciapy. Rozmiar - na moje oko na jakiegoś drobnego roczniaka. Ponieważ w okolicy nie ma takiego - ciapy w szafie czekają na lepsze czasy.

Razem z nimi przyjdzie w szafie czekać na lokatora kocykowi niemowlęcemu, którego zaczątek też widać na zdjęciach. (żeby go tylko mole nie zjadły ;)) Szydełkuję elementy w drodze do pracy tzn. na przystankach. (szydełkowanie bezpośrednio w drodze skończyłoby się niestety bardzo szybko i bardzo źle dla mnie, współpasażerów i obiektu szydełkowanego).

W rzeczywistości kocyk jest bardziej kremowy niż biały - Czterdziestka (a jakże) w kolorze naturalnym (nazywa się toto na etykietce - surowy) i szydełko nr 4. Ciapy zaś - wersja testowa - podwójny Kotek, wzór z książki Claire Crompton Dziewiarskie ABC

A w ogóle, to bardzo bym się chciała nauczyć robić skarpetki. Znalazłam już parę stron, książek traktujących o, ale jakoś weny jeszcze brak, tylko chęci są.
Jeśli by ktoś z Was znał jakiś sposób robienia gwarantujący powodzenie (czyli uzyskanie przeze mnie w efekcie dziergania SKARPETEK, a nie na przykład gustownej, ocieplanej rury do odkurzacza, czy pokrowca na łopaty helikoptera), to bardzo proszę o kontakt.



I cukierki wygrzebane jeszcze:

PASIAKOWA - i jej stempelki

NADIM - pamiętniki

NIEZAPOMINAJKA - różności różne

ATA - i Kotki i króliki

ZACZAROWANA - czaruje materiałami

w POMYSKOWIE - kocurrrro

PIEKIELNA OWCA - i masa papierów

DEMON CLEANER II - różne ale bardzo słodkie ;)

KACHASKOWO - różowo cukierkowo

CAFE SZYDEŁKO - torebki serwetki...

w SALONIKU MARCI - coś na jesienne smutki

u ASICY - scrapowe przydasie

u KATHARYNKI - różne różności

ANYA ES ogłasza- "Się Panie częstują"

ROBACZEK - chce komuś ofiarować misia wełniaczka

MARZANNA - urodzinowe candy z szalem i innymi niespodziankami

u BARBARY - candy w ciemno

w OBSESJI KASIULKA - tajemnicze candy





września 27, 2009

Trening



To chyba już dyscyplina olimpijska, ja w każdym razie ostro trenuję w Lidlu...

NACIĄGANIE MĘŻA :)


Z ciekawostek dodam jeszcze, że gdy wybrałam druty do warkoczy, lekko zdziwiony szepnął:
Nie bierz ich... są zepsute... Czym doprowadził mnie to takiego ataku śmiechy, że musieliśmy wyjść i skończyło się kupowanie włóczek.

września 26, 2009

Ananasy



Dwa poleciały w świat, Jeden dla mnie. Jak się ogarnę w nowej pracy, to wrócę. Postaram się szybko, bo z szuflad wypełzają bezrękie, beznogie lub bezgłowe stwory wełniane i domagają się natychmiastowej redukcji braków. Dla większego dramatyzmu dodam: AAAaaaaaaaaaaa!


Dopisane: Ponieważ Społeczeństwo domaga się więcej i więcej, przypominam jak wyglądają ananasy :) Teraz na szydełku mam następne, z różowej bawełny.


września 20, 2009

O cieplaczek!

Najlepsze lekarstwo na pierwsze jesienny katar i takie tam...


września 13, 2009

Uśmiech Teściowej


Tak uśmiecha się "teściowa" po wyjęciu z piekarnika.

Tu "teściowa" przygotowana do konsumpcji


Przepis z forum Galeria Potraw, podany przez Edelkę. Z tego wątku skopiowałam równiez rozważania na temat nazwy:

  • Co do nazwy ciasta.... jabłuszka powinny być kwaśne np. szara reneta - ze słodkąmasą cudnie smakują:)).. a kwaśne jabłka pokrojone w "ósemki" czy drobniej sąułożone tak, że patrząc z boku widzimy "kwaśny uśmiech"..... czyżby teściowej?:))))

  • Nazwa ciasta chyba stąd się wzięła , że jest w smaku takie jakieś mdłe i nieszczere...

Cóż. Nie zgadzam się ani z opinią, ze ciasto jest mdłe, ani, że Teściowa nieszczera. Dlatego z przyjemnością i bez uprzedzeń je piekę. Według mnie, to smaczne, podwieczorkowe ciasto. :)



Składniki:

  • 3 szklanki mąki
  • 1 szklanka cukru
  • 2 całe jajka + 1 żółtko u mnie 2 jajka i jedno żółtko
  • 1 margaryna dałam Marynę
  • proszek do pieczenia - 2 łyżeczki
  • 2 budynie (śmietankowe lub waniliowe) dałam waniliowe (z cukrem)
  • 1 litr mleka dałam 3,5 szklanki - na tym mleku gotuje się 2 opakowania budyniu

  • 2 kg jabłek pokrojonych w ósemki dałam niecały kilogram gruszek, 3 spore jabłka i jedną śliwkę, bo mi się sierotka w koszyku ostała

Wykonanie:

Zagnieść wszystkie składniki ciasta. Ciasto podzielić na 2 części.

Ponieważ ciasto wykazywało się dużą lepliwością - wstawiłam je na czas obierania i krojenia owoców i gotowania budyniu - do lodówki.

Jedną część rozwałkować i ułożyć na blasze.

Królestwo temu, komu uda się je rozwałkować. Nie próbowałam nawet. Po prostu rwałam po kawałku i wylepiałam dno blachy.

Na cieście poukładać jabłka a na nie wyłożyć ugotowany gorący budyń. Wszystko przykryć druga częścią rozwałkowanego ciasta.

I znów to wałkowanie. Dla mnie niewykonalne, dlatego w rękach robiłam małe placuszki i układałam jeden obok drugiego na gorącym budyniu. W czasie pieczenia wszystko ładnie urosło i szczelnie wypełniło formę.

Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 50 minut.

Smacznego!

P.S. Mojej Teściowej też smakowało.

września 06, 2009

Spotkanie

Wyszliśmy dziś po południu na spacer. W krzakach pod blokiem czaiło się COŚ.


Nieśmiało wychyliło się zza liści i gałązek...


Królik!


Był pokojowo nastawiony (my też) dał się podrapać pod brodą...


I potarmosić za łapkę...


Nasze spotkanie nie trwało długo, mówił, że ma jeszcze parę spraw do załatwienia w swoim króliczym świecie. Tu - ostatnie spojrzenie w naszym kierunku.



I pokicał przed siebie.


Kicał tak i kicał, aż w końcu całkiem zniknął nam z oczu.

września 02, 2009

Gniotek dla czekoladożerców



Pierwsze dni września, pierwszy dzwonek, nowe lekcje, powrót do szkoły... Te wszystkie rzeczy przyczyniają się do wzrostu poziomu stresu u... nauczycieli. Mając takiego na stanie chciałam mu pomóc wzbogacając jego dietę w magnez - łatwo przyswajalny rzecz jasna ;).

Stanęło na cieście strrrrasznie czekoladowym.

Przepis podała Eeela w gazetowej Galerii Potraw. Cytuję:

Potrzeba następujących składników:

- 15 dkg roztopionego masła

- 1 i 1/4 szklanki cukru

- 3/4 szklanki mąki
- 2 jajka

- 3 łyżki kakao

- łyżeczka esencji waniliowej (taką słabiutką tutaj się dostaje, w Polsce pewnie trzeba używać esencji znacznie oszczędniej)

Masło stopić, jajka utrzeć z cukrem, dodać mąkę, kakao, masło i (ewentualnie)
esencję, utrzeć na gładko. Przygotować formę jak tam chcecie (ja tradycyjnie babram ją w margarynie i mące), wylać ciasto. Tortownica moja ma średnicę ok. 25 cm, a ciasto z tych proporcji wychodzi bardzo płaskie (odrobinę rośnie podczas pieczenia, no ale bez proszku to ile, z 5 milimetrów może, nie więcej).
Piecze
się 25 minut w 175 stopniach przy włączonym termoobiegu.

Polewa również jest nietrudna. Potrzebne do niej są:

- pół kostki masła (12 dkg)

- 3/4 szklanki cukru pudru
- 3 łyżki kakao
- 1/4 szklanki mleka
- 1/3 tabliczki gorzkiej czekolady (70%)


Masło rozpuścić z cukrem, dorzucić kakao i połamaną czekoladę, mleko też dodać,
zanim masa stanie się nazbyt gorąca, i w żadnym wypadku nie dopuścić do wrzenia! Żadnych bąbelków. Gęstość masy można regulować za pomocą ilości mleka i czekolady w tabliczce. Do tego ciasta nie powinna być zbyt gęsta, jako że ciasto ma być nią nasączone.

Z tego właśnie względu pierwszą partię masy wylałam ciepłą, prosto na ciepłe
ciasto. Drugą połowę polewy wylałam, jak już i ciasto, i polewa ostygły. Ponieważ polewa, nawet wystygnięta, była dość płynna, nie wyjmowałam ciasta z formy, ale włożyłam na noc do lodówki tak, jak stało.


Zrobiłam praktycznie dokładnie wg. przepisu, z tym, że nie dodałam esencji waniliowej (bo zapomniałam) i piekłam w długiej wąskiej formie "keksówce". No i oczywiście nie powstrzymałam się, żeby nie spróbować zaraz po upieczeniu. Nie jest to może ciasto wizualnie powalające i zachwycające wysublimowaną konsystencją - dlatego nazwałam je gniotkiem. Jednak dla prawdziwych słodkolubnych czekoladożerców to prawdziwa uczta!


sierpnia 27, 2009

Landrynka - czyli urobek urlopowy




Witojcie! Jużem jest nazad!

Górskie gorące powietrze nie całkiem sprzyjało robótkom, ale udało się. Zaczęłam i skończyłam landrynkę (z podarowanej mi bawełny Supreme, piękny prezent, prawda? :) ).
Pozowałam w biegu, w drodze na basen, ale koniecznie chciałam mieć zdjęcie z krowami w tle, ku mojej rozpaczy gospodarze u których się zatrzymaliśmy nie mieli świnek, a ja świnki uwielbiam. Pozostało mi wiec zadowolić cię krówkami.

Ponieważ moje uwielbienie dla świnek jest można by rzec... wielowymiarowe, ze świnkami obcowałam wieczorami, jedząc na kolację karczek z grilla.

O! Właśnie - dieta. Warto o niej wspomnieć, bo była szczególna. Żywiłam się w miejscu, które ma porażająco niskie ceny i pyszne, tłuste swojskie jedzenie!

Uwaga reklama:

KARCZMA POD DĘBEM - w Bukowinie Tatrzańskiej - jedzcie (jedźcie) tylko tam :)

Na szczęście blisko były baseny, na których szalałam co 2 dni. Chyba dzięki temu nie zmieniłam rozmiarów, bo poważnie obawiałam się, czy w drodze powrotnej zmieszczę się do samochodu, czy też trzeba będzie mnie toczyć.

W każdym razie przez ponad tydzień warzywa przyjmowałam jedynie w keczupie (są tam chyba jakieś pomidory, co?), a nabiał w postaci lodów.

A! Bluzeczka landrynkowa idzie do poprawki małej, bo myślałam, że jestem szersza i muszę ją zwęzić nieco. Co uczynię z przyjemnością, w drugą stronę nie było by już tak miło.
:)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails