marca 21, 2012

Wiosnę widziałam!

Wiosnę bibułkowo, foliowo, tildową. W przedszkolnych dekoracjach zamieszkał tildowy strach na wróble. Wcale nie straszny (mam nadzieję), bo uśmiechnięty.


Do wygrania fantastyczna bransoletka ze srebra i kolorowych opali. Polecam Wiosennie!

marca 19, 2012

Kosmetykowo

Szajajaba zaprosiła mnie ostatnio do zabawy blogowej. Mam wymienić 5 ulubionych seriali i 5 kosmetyków, bez których nie ruszam się z domu. Na seriale przyjdzie czas jeszcze, bo konik to mój całkiem spory i zasługuje na osobny wpis, a dziś - kosmetyki.

1. Krem do rąk - tych 7 tubek pozujących do zdjęcia znalazłam w swoich torebkach, na lodówce, w pokoju i w łazience w ciągu jakichś 5 minut. Bez wątpienia bez kremu do rak nie wychodzę z domu. Ręce myję często...bardzo często, a po każdym umyciu krem musi być - inaczej piszczę i mam zły humor.

2. Pomadka ochronna - też mam kilka - w torebkach i kieszeniach kurtek. Na zdjęciu 2 sztuki Alterra z Rossmana (bardzo dobra) i Bebe (może być). Zabłąkał mi się gdzieś Carmex, też go chętnie używam, ale gdzieś się schował (pewnie przygniótł go w jakiejś torebce krem do rąk).

3. Zapach - rzadko noszę przy sobie, ale praktycznie nie zdarza mi się zapomnieć użyć jakiejś wody rano.
Na zdjęciu:
 -  mój ukochany (używam właściwie nieprzerwanie od jakichś 15 lat) Davidoff Cool Water (flakonik 100ml starcza mi na niecały rok).
 - Versace Red Jeans - Pierwszy raz dostałam od Mamy jak zdałam egzamin o liceum, od tej pory były ze cztery :)
 - Davidoff Cool Water Wave -  dostałam od Teściowej - ciekawa wariacja na temat Cool Water
 - Olejki zapachowe Wisaal i Lotos od Męża - oryginalne i bardzo trwałe, budzą zainteresowanie, choć używam oszczędnie - zwracają uwagę.

Jestem bardzo wrażliwa na zapachy, trudno mi zaakceptować na dłużej, polubić nowe. Tych się trzymam od lat. Choć na łiszliście gdzieś tam za nową maszyną doszycia mam Miracle Lancome i Addict Dior'a.

4. Róż do policzków - pozują: Avon i Bourjois. Z ich pomocą "ożywiam" się rano. Policzki, lekkie muśnięcie pod brwiami, paluchem po ustach i już. Wyglądam na obudzoną (chyba).

5. Cienie do powiek nie zmieściły się na zdjęciu. Używam codziennie różnych kolorów, różnych firm. Najważniejsza jest baza pod nie. Maleńki słoiczek Art Deco wystarcza na rok, a używam codziennie. Każde cienie się na niej trzymają..

6. Pudry brązujące też się nie zmieściły :D

Paznokcie na kolorowo maluję rzadko. Tusze do rzęs najczęściej dostaję w prezencie i ciesze się tym co mam (latem chętnie używam granatowych), podkładu w spisie nie uwzględniłam, bo nie nosze go ze sobą. W każdym razie większą część roku jest to L'oreal Infalible 220 Sand.

Makijaż robię dwufazowo: W domu przed wyjściem podkład i tusz, a reszta w samochodzie w drodze do pracy. To jest dopiero wyzwanie! Na pierwszych światłach rzucam okiem na torebkę, czy wszystko wzięłam. Nic nie wyciągam, bo krótko stoję. Na kolejnych już stoję dłuuugo. Tak w sam raz na bazę pod cienie, róż i jedno oko, czasem konturówkę do ust. A potem jadę. Jak mam szczęście (rzecz względna) to drugie oko robię jakieś 6 kilometrów dalej i uzupełniam całość pudrem brązującym. Jak korków nie ma, to zdarza się, że dojeżdżam do pracy w samym różu, albo co gorsza z jednym okiem! W każdym razie czasem witają mnie słowa Szefowej: Ooo widzę, że miała dziś Pani dobra drogę, same zielone były?


Do zabawy zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę wziąć w niej udział i podzielić się swoimi kosmetykowo-serialowymi szaleństwami.

marca 12, 2012

12/12 Wariatka tańczy


Marzec, to i Osiecko się jakoś tak zrobiło, stąd tytuł... Tańczy tańczy a jak skończy to ją nogi boleć mogą. Tak się dzieje jak się w szpilkach hasa... Zatem przed Państwem dokumentacja fotograficzna wyzwania marcowej zabawy blogowej 12/12 - kapcie.

Kapcie poszpilkowe. tzn do założenia po nadwyrężeniu chodzeniem w szpilkach, czy innych butach na obcasach w których wiadomo -  świetnie się do zdjęcia pozuje, ale generalnie co tu się oszukiwać,  wygodniej się w  nich siedzi niż chodzi. W poniższych wręcz przeciwnie. Miękkie, pluszate, wdzięczne, bezpieczne ach i och.


 Dwie pary uszyłam na próbę - jestem zachwycona. Na pewno będą kolejne. Wszystko wg książki Tilda, przytulne dekoracje. Postanowiłam sobie, że wyzwaniowe twory w miarę możliwości będę głównie recyklingowe. Tym razem się udało - nogawki dżinsów (w pracy dostałam, dzięki Agata:)), resztki polaru, guziki, koraliki i wstążeczka którą była przywiązana metka spodni w Carry :)


 Ujęcie imprezowe ;)

 I jeszcze jedno, bo mi jakoś grubo kostka na poprzednim wyszła.

Teraz nawet jak ktoś ma parkiet - śmiało może mnie na domówki zapraszać. Dziurek obcasami  nie porobię!

lutego 13, 2012

Hej ho, do pracy by się szło - w karnawale


Czasem trzeba błyskawicznie po powrocie z pracy szykować się do następnego w niej dnia. Mam specyficzną pracę więc i postarać się musiałam specjalnie. Myślałam, kombinowałam i nagle - olśnienie! Rychło w czas, skoro impreza jutro, ale nie jest najgorzej - zdążyłam.

Właśnie skończyłam szyć. Mam jeszcze kolczyki w kształcie głowy  Myszki Minnie... Buty - świetnie sprawdziły się latem, ale i teraz dadzą radę. (Wiecie że Minnie na obrazkach ma właśnie żółte buty? Rękę bym sobie dała uciąć, że białe, albo różowe... No i bym nie miała ręki)  :D

Rety! Ja mysieję...

lutego 12, 2012

Łap-serce

Naprzeglądałam się, wertowałam, szperałam, szukałam, kombinowałam... Namęczyłam jednym słowem, żeby znaleźć jakiś szałowy wzór  na lutowe wyzwanie w projekcie 12/12, gdzie tematem miesiąca jest SZYDEŁKOWE SERDUSZKO
I co? I najbardziej spodobało mi się najprostsze, znalezione o TUTAJ

Na szybko, na próbę - łapka kuchenna.




Zaś motyw pewnie jeszcze nie raz wykorzystam kocykowo, czy poduszkowo. Fajny jest!

lutego 05, 2012

Torba na wszystko

Dawno dawno temu, na blogu Herbatki zobaczyłam Torbę w której zmieści się świat. Nie miałam jeszcze maszyny do szycia, ale już zapragnęłam mieć podobną. Uszyłam w sumie takie trzy, ale zdjęcia zrobiłam tylko tej jednej. To torba dla Kasi, pomoże jej nosić pomoce na zajęcia na uczelni.





A tu Kasia poprosiła o zbliżenie na ptasie "rapetki":)

stycznia 29, 2012

12/12 Travel Mumin






Sama nazwa mówi za siebie. Travel Mumin, to podróżna wersja Mumina, którego uszyłam dawno dawno temu. Travel Mumin jest nieco mniejszy i by ergonomiczniej funkcjonować w podróży - uległ modernizacji. Ma uchwyt/zawleczkę - jak funkcjonuje - widać na pierwszym zdjęciu. Prócz tego da się za nią zahaczyć o ucho mojej torby od bagażu podręcznego, ale tego już nie widać, bo nie zrobiłam zdjęcia. :)

P.S A w ogóle, to jeszcze candy tu i ówdzie jest:

Włóczka na BARDZO MAGIC LOOP

i Serweteczki Imieninowe u Doroty


stycznia 22, 2012

Poncho a'la Tilda Noir

Późny wieczór, kawałek wełny parzonej (kiedyś kiedyś miała być z tego spódnica) i ja. COŚ za mną chodzi i dopomina się szycia. Choć kawałeczek, dwa ściegi, jeden zygzaczek... no szyj. Siadam do komputera - szukam inspiracji. Wełna ciepła, czarna i mało jej... Ponczo. Właściwie pączek inspirowany "Poncho Tilda Blanket".








Na żywo zyskuje, wełna jest naprawdę dobrej jakości, ładnie się układa i w noszeniu nie dodaje 15 kilogramów :)

stycznia 16, 2012

Wypada, czy nie?


Bo, żeby tak od razu do ludzi majciochami po oczach...?

A niech tam, trudno. :)

Zobaczyłam je u AgKe i od razu mnie zauroczyły. Forma i... treść? No w każdym razie są zabawne i słodkie. Mają około 15 cm długości, podszewkę i trochę polaru dla miękkości. Na pewno uszyję kolejne!

stycznia 15, 2012

Użytkowe uszytki na tablet, ginące skarpetki i foliaczki


 Z potrzeby specjalnej - specjalne etui...


na tablet.



Podobno wszystkim między praniem a noszeniem giną skarpetki. Dlaczego? Zagadka Atlantydy, Trójkąta Bermudzkiego i sposobu budowania egipskich piramid to przy tym pikuś i banał. Osobiście jestem zwolenniczką teorii, że w parze, ta silniejsza pożera słabszą, ale dowodów nie mam. W każdym razie nam też giną. Mało tego. Jak już taką odseparowaną, samotną skarpetkę przetworzę na: maskotkę dozwierzęcą ,szmatkę do pastowania butów lub po prostu wyrzucę tracąc nadzieję znalezienia jej odwiecznej towarzyszki... zaraz reinkarnuje się druga. 
No czary po prostu! 
Nie wiem, czy worek na skarpetki powstrzyma zachodzące w moim domu bieliźniane zjawiska nadprzyrodzone, ale warto spróbować. Może zdarzy  się tak, że wrzucane doń zbłąkane skarpetki  końcu się w nim spotkają!


A to kuchenna kiełbaska na foliaczki. Znaczy reklamówki, żeby po kuchni nie fruwały.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails