marca 24, 2010

Jakoś szyję...


Wciągnęło mnie szycie na dobre. No, póki co mogę to chyba nazywać jeszcze - zszywaniem, bo krawcowa ze mnie żadna, ale zszywanie też jest fajne ;)

Na maszynie aktualnie - woreczki i króliki. O ile woreczki względnie wyglądają w całości, to króliki są póki co bardziej, hmm... integracyjne, bo ani rączek ani nóżek nie mają (trzeba je przyszywać ręcznie). Dlatego dziś pokazuję woreczki podróżne na bieliznę. Szyłam wg rozpiski w książce - Szycie krok po kroku. Woreczek z misiem to inna bajka, nosze w nim jabłka do pracy (dlatego taki wygnieciony). Ma nawet podszewkę, a korzystałam ze wskazówek GAZYNII.

P.S. Co jest krzywe, miało być krzywe ;)

marca 15, 2010

Nigdy... , czyli Alojzy Królik

Kontynuując wczorajsze wywody muszę się przyznać - do niedawna byłam przekonana, że:
Nigdy nie nauczę się szyć na maszynie...

Dokładnie do przedwczoraj miałam takie właśnie przekonanie, dziś ono już nieco słabnie, albowiem powstał widoczny Państwu Najpierwszy Maszynowy Alojzy Królik.

Na Dzień Kobiet Maleństwo podarował mi maszynę do szyciaŁucznik, model o wdzięcznym romantycznym imieniu - Maryla.

Jako, że nigdy wcześniej nie podeszłam do żadnej maszyny na bliżej niż pół metra, oswajanie trochę trwało.

W piątek - nawlokłam górną nitkę.
W sobotę - nawinęłam nitkę na bębenek i zamocowałam tenże.
W niedzielę... nie, nie odpoczywałam, w niedzielę uszyłam królika. Według TEGO OTO KURSU

Alojzy jeździ w samochodzie mojego Mecenasa, a w mojej głowie rodzą się płócienne pomysły, po prostu ferma! Tysiąc króliczych samic! I one się tak mnożą!

Na bieżące będę Was informować jak mi idzie.

P.S. Poza tym mam zapalenie zatok i kolejny antybiotyk właśnie skończyłam brać. Aż mi się nie chce wymieniać moich dalszych dolegliwości, bo pomyślicie, że się w tym lubuję, albo, że już nie żyję. Uch.

Z życzeniami zdrowia - DLA WSZYSTKICH!
K.


marca 14, 2010

Zielono mi - wizyta w krainie Nigdy-Nigdy


Mam kilka rzeczy z którymi wiąże się moje "od zawsze" przeświadczenie - NIGDY. Już tłumaczę:

Nigdy - nie nauczę się pływać, bo jakoś nie jestem do tego stworzona... Nauczyłam się. Trzy lata temu.

Nigdy - nie upiekę ciasta drożdżowego, bo kapryśnie i za trudne... Upiekłam. Co więcej, drożdżowe najlepiej mi wychodzą.

Nigdy - nie pojmę drutowych wzorów ażurowych, a już na pewno nie starczy mi energii, by zrobić takim wzorem szal...

Na zdjęciu widzicie Reksia w szalu z włóczki Firenze Tiftik, na drutach nr 4,5 zrobiony... no właśnie wzorem ażurowym. Ma 220 cm długości i 58 szerokości. Na początku było ciężko, bo nie miał mi kto pokazać jak ma wyglądać narzut. I jeszcze doszłam do tego, że na drutach robię po heretycku, a o liczeniu oczet nawet nie wspomnę... Ale dzięki pomocy piszących na forum Robótki na drutach GW, udało się. Dumna jestem niesłychanie, bo było to moje olimpijskie wyzwanie robótkowe. Skończyłam co prawda jakieś 2 dni po olimpiadzie, ale to i tak niezły wynik ;)

P.S. Mam jeszcze parę takich "nigdów" do zwalczenia. O jednym będzie nawet w następnym poście :)

A! I jeszcze Candy.

U Baglady - wzory dla dzieci


W Cukierence - słodkości

marca 07, 2010

Przedwiośnie - błeee

Nie, nie wprowadzam na blog kącika literackiego. To tylko moja opinia o obecnym stanie pogodowociśniniowym. Jako skrajna meteopatka nie mogę lubić przedwiośnia (z wiosną też różnie bywa).

Zdrowotnie tak sobie, z czasem kiepsko, a jeszcze Miałżonek zafundował mi rozrywkę w postaci modernizacji jednego pokoju, czyli zapełniania regałów odkupionych za zniszczone zalaniem w maju. Odkupiliśmy je chyba w lipcu, a dopiero teraz mieliśmy czas, żeby je skręcić (dobra, zmyślam, mój Brat wygonił nas z pokoju i sam je poskręcał).

Muszę teraz wziąć do łapki każdą karteczkę, książkę, notesik i zeszycik, każdy segregator, pudełeczko i puszeczkę....^$^%&^*&& i ...zdecydować się, które pożegnać, wyrzucić, oddać do antykwariatu lub zostawić. Ogólnie nie jest źle, bo w tym rodzaju pracy szybko widać efekty, ale zanim taki wstrętny chomik jak ja zdecyduje się, żeby wyrzucić na przykład notatki z pierwszego roku studiów, albo pamiątkowy zeszyt z siódmej klasy podstawówki, to naprawdę trochę trwa. Wszystkiego niestety nie mogę zostawić, bo nowy, większy regał może i mamy, ale nowego, większego mieszkania, to niestety raczej nie :)

Choć z drugiej strony przed oczyma duszy mojej widzę ten ład jak u Anthei Turner. Włóczki posegregowane gatunkami i kolorami leżą w pudełeczkach, ukryte, a dostępne. Szydełka rozmiarami od najcieńszego do najgrubszego, pięknie oznaczone w rządku leżą. Koraliki nie biegają po pokoju, a leżą spokojnie w pudełeczkach z milionem przegródek, a ja na fotelu przy pustej ławie (dobra, może stać na niej jeden talerzyk) z odgiętym paluszkiem popijam kawę z filiżanki, przeglądając JEDNĄ gazetkę robótkową i decyduję się na JEDNĄ robótkę. Taaa

No niestety, powyższy akapit proszę zakwalifikować do działy fikcja, a nie literatura faktu. Prawdą jest niestety, że nie jestem Perfekcyjną Panią Domu.

Psychopatyczną Panią Domu - to już prędzej.

Ale pracuję nad sobą, dlatego musze te papierki przejrzeć i oczyścić trolownię.

Z frontu robótkowego: SKOŃCZYŁAM SZAL AŻUROWY!

HA! Ale nie mam kiedy zrobić zdjęcia. Reksio się gdzieś schował. Jak się znajdzie - pokażę.


No i na deser, żeby nie było tak ponuro.

Jedzie do mnie Maryla!

Jako, że Dzień kobiet wkrótce, Miałżonek zaserwował mi Marylę. Marylę Łucznik. I to ona właśnie do mnie jedzie. Odkąd pamiętam chciałam nauczyć się szyć. No dobra, chociaż zszywać. Pełna jestem zapału i nakręcona na szycie poszewek, poduszek, torebek i tildopodobnych stworów. Ciekawe jak mi pójdzie.

Póki co czekam też na NAUKĘ SZYCIA - szkółkę, którą tworzy na swoim blogu BAGLADY.


lutego 27, 2010

SCS, czyli Serwuję Cebularze Serwusowej


SCS, to również skrót: Staro-Cerkiewno-Słowiański. Język taki. Dostarczający od lat studentom polonistyki uciechy ponad miarę ;)
Ale nie o języku dziś a o cebularzach. Pysznych! Przepis znalazłam w niedawno otwartym blogu ZMYSŁY W KUCHNI - Pani Serwusowej

Tam znajdziecie przepis i przeapetyczne zdjęcia tych i innych pyszności.

P.S. Ja niestety nie miałam maku. I ta cebula u mnie, to po prostu mieszana czerwona ze zwykłą była, dlatego tak dziwnie wygląda. Nic nie spaliłam ;) Na wierzchu serek pleśniowy.

P.S. 2 A Małżonek i tak to wszystko zbezcześcił keczupem ;)

lutego 25, 2010

Jak nie urok, to przemarsz wojsk

Zapalenie oskrzeli i początek zapalenia płuc. W skrócie MASAKRA, na szczęście Maleństwo wysłał mnie do lekarza, bo sama bym się chyba nie zorientowała. Ot tam kaszel i śpiącość mocniejsza niż zwykle. Przestraszyłam się więc teraz leżę. Zresztą leżę też powalona siłą leków, które mi przepisano. Moja obecna aktywność(przytomność) to około 6 godzin na dobę, przez resztę śpię, a te 6 to tylko leżę.
MASAKRA.
Tak, to odpowiednie słowo.

lutego 21, 2010

Kwiatki, bratki i stokroooootki...


Taka piosenka przedszkolna jest, jeszcze ze swoich lat cielęcych ją pamiętam. Tak mi się skojarzyła, bo kwiatków w tym szalu naprawdę sporo. Kolor na zdjęciu oszukany, bliższy jest do zobaczenia o tutaj - jeszcze w motku. Szal jest bardzo wiotki nie wiem więc, czy na jego punkcie oSZALeję, bo chyba wolałabym sztywniejszy, ale taka jest chyba specyfika wzoru.

W każdym razie jest ciepły, do zamotania na szyi i ramionach i w dziwnym kolorze, czyli po mojemu :)

lutego 15, 2010

Zamiast Reksia





Na śniegu ja, opatulona chyba we wszystkie ubrania jakie posiadam (pod spodniami mam getry i polarowe spodnie od piżamy), tarzam się po zamarzniętym Zalewie Sulejowskim. Na głowie czapka i chłodnia kominowa, czyli zimowy zestaw obowiązkowy.

lutego 14, 2010

Pig Party - Świnka świńska świniowata




Walentynki w gronie Znajomych zaowocowały imprezą tematyczną Pink Party, która z racji mojego uwielbienia dla świnek przekształciła się dla mnie w Pig party. Kapcie dostałam od Męża w prezencie walentynkowym. Idealnie skomponowały się z przygotowanym przeze mnie strojem.

P.S. Jutro tak jadę do pracy.

P.S.2 Wybaczcie, ze mnie tu tak długo nie było, ale pracowałam, a po pracy balowałam :) Relacja wkrótce.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails